Watykan – czyli piękny początek i koniec naszej podróży

Rzym przywitał nas blaskiem gwiazd i odgłosem świerszczy. Dotarliśmy do małego, rodzinnego apartamentowca, gdzie właściciele przywitali nas jak rodzinę. W tym miejscu nie liczył sie tak komfort, spokój, pyszne śniadania z bogactwami z przydomowego ogrodu, jak właśnie przemili i ciepli właściciele.W zasadzie byliśmy tak zmęczeni podróżą i upałem w trakcie zwiedzania Werony tego dnia, że od razu udaliśmy się do łóżek. Zwłaszcza, że następnego dnia musieliśmy wstać na tyle wcześnie, by zdążyć na Plac Św. Piotra w Watykanie na 12:00.

Jeszcze planując wyjazd do Włoch zarezerwowaliśmy miejsce na parkingu w bliskim sąsiedztwie Watykanu. Co prawda , przy odrobinie szczęścia można znaleźć miejsca na parkigu miejskim, które w niedziele są bezpłatne, ale graniczy to z cudem, a nie chcieliśmy ryzykować. Ojciec Święty nie przełoży spotkania w swoim oknie z wiernymi tylko dlatego,ze ktoś się spóźni;)Wybraliśmy Parking Prati przy Piazza dell ‚Unita, który znajduje się ok 10 minut spacerkiem od Placu Św. Piotra. Koszt pozostawienia auta na cały dzień wynosił 32€. Co nas zdziwiło, to to, że właściciele parkingu kazali zostawiać klucze w samochodzie. Pierwszy raz natknęliśmy się na coś takiego. Pozwalało im to na udostępnienie większej ilości miejsc niż było w planie parkingu. Przestawiali auta w miarę konieczności jak w układance.

Tego dnia upał był niemiłosierny. Udaliśmy się w stronę Placu Św. Piotra ok godz. 10:00. Najpierw musieliśmy przejść kontrolę na granicach Rzymu i Watykanu. Potem ustawiliśmy się w ogonku do dokładnej kontroli już przy wejściu na plac. Bramek z policją jest mnóstwo, także tylko na pierwszy rzut oka wydaje się, że czas oczekiwania jest dość długi. Kontrola przypomina tę na lotnisku. Dwie godziny przed południem, kiedy to Papież ukazuje się zebranym w słynnym oknie, plac był już w dużej mierze zapełniony. Najwięcej tłumów było rzecz jasna w cieniu oraz w miejscach, gdzie można być w miarę blisko Ojca Świętego. Tak naprawdę widać Go z każdego miejsca, są też telebimy, a nawet stojąc blisko, np. przy fontannie osoba Papieża jest widoczna tylko jako mały punkt. Nawet jeśli zjawimy się na placu kilka minut przed 12:00 bez problemu znajdziemy miejsce, z którego zobaczymy na własne oczy Ojca Świętego.

PLAC ŚW. PIOTRA

 

O 12:00 w drugim oknie od prawej strony pojawia się ON – Papież Franciszek. Wita się z wiernymi ciepłym Buongiorno🙂 To co do tej pory znamy z telewizji, możemy teraz doświadczać na własne oczy i uszy. Modlitwa i powitania z pozdrowieniami trwają ok 10-15 minut. Wokół rozbrzmiewają okrzyki wychwalające Papieża, pozdrowienia, oklaski ludzi z całego świata. Atmosfera jest niesamowita.

OKNO PAPIESKIE

Po błogosławieństwie papieskim tłum zaczyna się rozchodzić. Jedni opuszczają Watykan, inni udają się do Muzeum Watykańskiego, jeszcze inni, by zobaczyć bazylikę Św. Piotra.

My wybraliśmy to trzecie właśnie. Powiem szczerze, że obawiałam się tego, iż wszyscy pójdą tym torem i wnętrze bazyliki będzie przypominało targowisko pełne ludzi, pomijając już ogromną kolejkę żeby się do tego wnętrza dostać. Było zupełnie inaczej.

Owszem, nie byliśmy osamotnieni, ale w zasadzie do samej bazyliki weszliśmy „z marszu”. W pierwszych drzwiach jest wejście do informacji turystycznej i toalet. W tym punkcie można pobrać audio przewodniki lub wykupić za 5 € kod do aplikacji POP GUIDE. W środku bazyliki jest darmowe WIFI. Ściągamy aplikacje ze sklepu internetowego, wprowadzamy kod i mamy dostęp do przewodnika w języku polskim, który krok po kroku opowiada nam jak się poruszać po bazylice i opisuje poszczególne miejsca.

Bazylika Św. Piotra jest największym kościołem na świecie. Robi niesamowite wrażenie. Wejście do niej znajduje się tuż za drzwiami prowadzącymi na kopułę bazyliki, o czym za chwilę. Do obowiązkowych miejsc, przy których należy się zatrzymać na dłużej należą m.in. słynna Pieta Michała Anioła, sarkofag z ciałem Św. Jana Pawła II. Tutaj zwykle ustawia się kolejka. Zabronione jest robienie zdjęć po przekroczeniu bramki. Poza nią nie ma takiego zakazu. Chodzi o uszanowanie modlących się.

PIETA MICHAŁA ANIOŁA

 

SARKOFAG Z CIAŁEM ŚW. JANA PAWŁA II

W centralnym punkcie świątyni widnieje figura i grób św. Piotra nakryty 28 m baldachimem z brązu. Poza tym znajdziemy tu mnóstwo wspaniałych rzeźb, obrazów, mozaik, nagrobków ważnych osobistości. Naszą uwagę przykuły również Porta Sancta, czyli Święte Wrota. To drzwi, które otwierane są tylko z okazji Roku Jubileuszowego. Poza tym są na stałe zamknięte, a ściana za nimi jest zamurowana. Ścianę tę można zobaczyć kierując się w stronę wspomnianej Piety Michała Anioła, a front drzwi w przedsionku bazyliki, kierując się do wejścia na kopułę.

GRÓB ŚW. PIOTRA

FRAGMENT ZAMUROWANYCH DRZWI PORTA SANCTA

CIAŁO INNOCENTEGO XI

Tutaj straciliśmy najwięcej czasu. Kolejka najpierw do kasy biletowej, a potem automatycznie do wejścia zdawała się nie mieć końca. Wystaliśmy w niej cierpliwie( co nabiera znaczenia mając na myśli niespełna 9 i 12 latka:)) dobrą godzinę. Są dwie opcje zakupu biletów. Wejście po schodach kosztuje 8 €, natomiast za skorzystanie z windy zapłacimy 10 €. Winda dojeżdża natomiast jedynie do pewnego momentu, od którego mamy do szczytu jeszcze ponad 300 schodów do pokonania. Im wspinamy się wyżej, tym przestrzeń między ścianami staje się mniejsza, bardziej pochyła, na kształt kopuły.

Wisienką na torcie są strome, kręte schody, na których na finiszu zamiast poręczy musimy skorzystać z liny:) Kiedy dotarliśmy na sam szczyt zrozumiałam, dlaczego zabronione było tu wejście dla osób z chorobami układu krążenia. Tak czy inaczej, warto było. Z góry rozpościerał się cudowny widok na Ogrody Watykańskie, na panoramę Placu Św. Piotra i Rzymu.

WIDOK NA BALDACHIM Z BRĄZU Z GÓRY

WIDOK NA OGRODY WATYKAŃSKIE

PLAC ŚW. PIOTRA W CAŁEJ OKAZAŁOŚCI

OGRODY WATYKAŃSKIE

WIDOK Z KOPUŁY

Odpuściliśmy sobie Muzeum Watykańskie czy Groty i Skarbiec. Gdybyśmy byli sami, bez dzieci, z pewnością byłyby one na naszej liście. Podróżując z dziećmi, staraliśmy się pokazać im to, co w tych miejscach najważniejsze i interesujące, by wspominali Watykan z przyjemnością, a nie z nudnym , męczącym, nic nie wnoszącym na ich etapie zwiedzaniem.

ŚW. PIOTR

BAZYLIKA ŚW. PIOTRA

 Z Watykanu udaliśmy się spacerkiem w kierunku Zamku Św. Anioła, malowniczo położonego nad rzeką Tybr. Został on wzniesiony w II w n.e. przez cesarza Hadriana i obecnie jest mauzoleum z grobowcem jego i jego rodziny. Do wnętrz zamku nie zawitaliśmy. Podziwialiśmy jego piękno odpoczywając po całodziennym zwiedzaniu siedząc na brzegu Tybru.

RUINY MOSTU ŁĄCZĄCEGO WATYKAN Z ZAMKIEM

 

RZEKA TYBR Z ZAMKIEM ŚW. ANIOŁA W TLE

ZAMEK ŚW. ANIOŁA

Skoro jesteśmy przy Watykanie, pozwólcie, że opowiem Wam jeszcze jedno wydarzenia. Dla ludzi wierzących możliwość spotkania z Ojcem Świętym jest czymś wyjątkowym. Jest to możliwe w każdą niedzielę, podczas modlitwy Anioł Pański o godz. 12:00, o czym pisałam wcześniej. Drugim dniem spotkania z wiernymi jest środa. Wówczas papież wychodzi do ludzi podczas audiencji generalnej.

Na audiencje może dostać się każdy. Należy najpierw zdobyć wejściówki, które zamawia się faksem lub listownie, a formularze są dostępne na oficjalnej stronie Watykanu. Po potwierdzeniu, dzień przed audiencją należy na Placu Św. Piotra udać się do Spiżowej Bramy. Tam, stojącym na straży gwardzistom, należy przekazać, że chcemy odebrać wejściówki. Pamiętajmy, że wejściówki są BEZPŁATNE.

Inną drogą, dla nas Polaków, jest kontakt z duszpasterstwem Polaków w Rzymie. Wszystkie informacje podane są na stronie https://duszpasterstwopolakowwrzymie.com/ Tutaj właśnie załatwiałam nasze wejściówki. Stosunkowo wcześnie nawiązałam kontakt mailowy z tamtejszym księdzem. Zależało mi bardzo, by być jak najbliżej Ojca Świętego, głównie ze względu na nasze dzieci. Takie miejsca gwarantuje jedynie wejściówka do sektora specjalnego. Okazało się, że tylko określone wydarzenia, jak np. ślub, czy święcenia kapłańskie upoważniają do otrzymania takiego biletu. Ponadto przysługuje on znanym osobistością, rządzącym różnych krajów. Do żadnej z tych grup się nie zaliczaliśmy. Ksiądz z duszpasterstwa dał nam jednak nadzieję, że zdarza się czasem tak, że ktoś, komu należy się miejsce w sektorze specjalnym z różnych przyczyn nie dociera do Rzymu. Wówczas mogą przekazać to w inne ręce.

Według wskazówek księdza z duszpasterstwa udaliśmy się w poniedziałkowy wieczór do biura parafialnego w celu odbioru wejściówek. Nawet jeżeli nie uda nam się dostać tych do sektora specjalnego, plus jest taki, że nie musimy stać po ich odbiór w Watykanie. Tego wieczoru nie udało nam się. Dostaliśmy czerwone wejściówki, czyli te „normalne”. Pozostał jeszcze cień nadziei, bo mieliśmy pojawić się raz jeszcze dnia kolejnego. Wszyscy, poza mną sceptycznie podchodzili do tego. Byli pewni, że nie ma szans na zdobycie biletów do sektora specjalnego. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie sprawdziła tego osobiście. Musiałam pojechać do duszpasterstwa raz jeszcze, żeby mieć pewność, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy. W najgorszym wypadku usłyszę, NIE, ale nie będę snuła domysłów, co by było gdyby…I wiecie co??? Opłacało się!!! Dostaliśmy 4 wejściówki do sektora specjalnego! Dwie pary nowożeńców odwołały swój przyjazd, a my mogliśmy skakać z radości;)

WEJŚCIÓWKI DO SEKTORA SPECJALNEGO

Złote karty umożliwiły nam przejście bez kolejek(pomijając te przy bramkach bezpieczeństwa przy wejściu) wprost pod tron papieski. Zajęliśmy miejsce tuż za zaproszonymi gośćmi, głowami różnych państw. To niemożliwe, jak blisko udało nam się przedostać.Byliśmy w czwartym rzędzie od miejsca, gdzie zasiadał Ojciec Święty. Mieliśmy go jak na dłoni.

TRON PAPIESKI

Audiencja zaczyna się o godz. 10:00, ale zwykle Papież wyjeżdża do wiernych chwilę przed. Tym razem pokazał się naszym oczom o 9:40. Najpierw przejechał między sektorami na placu, przywitał wybrane osoby, po czym udał się na swój tron. Tam skierował do zebranych swoje słowa, które później zostały po kolei przetłumaczone na wszystkie główne języki świata, w tym język polski.

Najbardziej zapadł nam w pamięci moment, kiedy nasza córka wstała z miejsca i pomachała do Ojca Świętego. Ten spojrzał w jej stronę i serdecznie się uśmiechając odmachał z pozdrowieniem. Kilka chwil później, powtórzył to w jej kierunku.

 

Jestem pewna, że to wydarzenie na długo pozostanie w jej i naszej pamięci.

 

Jak to skwitował mój mąż: ” Gdzie diabeł nie może, tam Kasię pośle…” Jak widać upór dał tym razem wspaniały rezultat!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *