Oslo – podstawowe informacje, czyli nasze ABC o norweskiej stolicy

Podróż do Norwegii przewijała się w naszych planach od jakiegoś czasu. Od czego jednak zacząć, skoro kraj rozległy i tak zróżnicowany, a na dłuższy wypad nie możemy sobie pozwolić? Wybór padł na stolicę, czyli OSLO. Na start i pierwszy kontakt z krainą trolli w sam raz. Jednocześnie możemy dopisać do kolekcji kolejną rodzinnie zdobytą stolicę Europy.

A propos Europy, Norwegia nie należy do Unii Europejskiej, jest jednak w grupie krajów Schengen, co oznacza, że podróżując do tego kraju wystarczy posiadać ważny dowód osobisty.

TRANSPORT

No dobra, dokument tożsamości mamy ważny, czas ogarnąć bilety lotnicze. Te zwykle są tańsze niż podróż pociągiem po Polsce. Wiadomo, im wcześniej dokonamy rezerwacji, tym taniej.Do Oslo z naszego kraju dolecimy już za 39 zł m.in.z Poznania, Gdańska, Warszawy, Krakowa czy Katowic. Wybór należy do nas. W naszym przypadku padło na Gdańsk. Tutaj najbardziej odpowiadał nam dzień wylotu i powrotu oraz ich godziny.

 

Samoloty do Oslo lądują na dwóch lotniskach. Są nimi  Oslo Gardermoen ,gdzie lądują samoloty Norwegian czy SAS oaz  Sandefjord-Torp położone 120 km na południe od Oslo. Tutaj lata Wizzair i Ryanair.  Z Sandefjord-Torp do stolicy można dostać się pociągiem, którego koszt wynosi dla dorosłych 310 NOK, dla dzieci do lat 5 jest bezpłatny, a młodzież od 6 do 18 roku życia płaci 155 NOK (rozkład jazdy i ceny na stronie www.nsb.no) lub z polskim przewoźnikiem PKS Oslo. Tutaj ceny są trochę niższe i kształtują się na poziomie 250 NOK(dorośli) i 80 NOK (dzieci do 12 roku  życia). Z lotniska na dworzec kolejowy dostaniemy się bezpłatnym autobusem , który znajdziemy zaraz przy wyjściu z terminalu lotniczego.

Bezpłatny autobus na dworzec z lotniska Torp

 

My zdecydowaliśmy się na polski transport i kierowca czekał już na nas z niebieską tabliczką PKS OSLO przy wyjściu. Podróż do Oslo trwała ok 1 godz. 20 min i zostaliśmy podwiezieni pod same drzwi hotelu w centrum miasta.

NOCLEGI I PORUSZANIE SIĘ PO OSLO

Tutaj pojawia się kolejny punkt podróży, miejsce noclegowe. O ile sam transport do Oslo nie nadwyręża naszego portfela, tak sam pobyt na miejscu może już słono kosztować. Nasz wybór padł na hotel sieci Scandic i był zlokalizowany w samym centrum miasta (SCANDIC KARL JOHAN) Miejscówka idealna. Czysto, miła obsługa, urozmaicone i pyszne śniadania z norweskimi specjałami włącznie. Ponadto, biorąc pod uwagę, że większość miejsc wartych zobaczenia w Oslo znajdowała się od naszego lokum w zasięgu krótkiego spaceru, był to strzał w dziesiątkę. Tym sposobem nie musieliśmy kupować biletów komunikacji miejskiej na cały pobyt. Wystarczyło tak ustalić plan zwiedzania, by miejsca bardziej odległe zobaczyć jednego dnia. Wówczas najbardziej ekonomicznym rozwiązaniem było kupienie biletów całodobowych, które obejmują w Oslo wszystkie środki transportu: od autobusów, przez metro, tramwaje, na promach kończąc. Koszt takiego 24 godzinnego biletu to na obecną chwilę 108 NOK i 54 NOK (dzieci od 6 do 17 lat).

 

Dworzec Główny w Oslo znajduje się w ścisłym centrum

Port Oslo

Przystań

Przystanek autobusowy

 

W niektórych przewodnikach natkniecie się na wzmianki o karcie Oslo Pass, która uprawnia do korzystania z transportu publicznego, darmowych wejść do muzeów czy zniżek w restauracjach. Należy jednak przekalkulować indywidualnie czy jest to gra warta świeczki i jakie mamy plany. W przypadku naszego grafiku zwiedzania taka karta okazałaby się zbędnym wydatkiem(koszt karty 24 godz.  445 NOK i 235 NOK dla dzieci)

Przemieszczanie się po stolicy Norwegii pieszo jest całkiem przyjemne i zupełnie nie męczące, gdyż większość zabytków czy muzeów jest skupione wokół centrum w niewielkich od siebie odległościach.

 

 

Częstym widokiem są też turyści na hulajnogach czy rowerach, które można czasami wypożyczyć już w samym hotelu. Niech nikogo nie zdziwi przechodzenie po pasach na czerwonym  świetle, a nawet dwóch, gdyż w Norwegii sygnalizacja dla pieszych ma właśnie 2 czerwone ludki. Dla bezpieczeństwa, żeby było bardziej widoczne, ale jak widać nic to nie daje.

Transport publiczny jest szeroko rozwinięty i bardzo czytelny.

Plan metro

W całym Oslo ustawione są ponumerowane punkty informacyjne z planem miasta i opisanymi największymi atrakcjami turystycznymi

 

Pamiętać należy, że w metrze nie ma bramek, przy których „odbijamy” bilety, ani kasowników w autobusach czy tramwajach. Przy każdym przystanku są automaty biletowe, a zakupione bilety należy aktywować przy zielonych punktach, przedstawionych na zdjęciu poniżej.

Skaner do aktywowania biletów transportu miejskiego

 

Automat do zakupu biletów

 

Jak w większości już stolic Europy, tak i w Oslo można korzystać z transportu typu Hop On, Hop Off.

 

 

Spacerując ulicami Oslo czuliśmy się bezpiecznie. I nie chodzi tu tylko o ścisłe centrum, ale również tereny nieco od niego oddalone. Oczywiście, są również miejsca owiane złą sławą, ale które większe miasto takich nie ma?

JĘZYK

Sami Norwegowie są dość specyficzni, trochę zamknięci w sobie, czasem nie odpowiadający uśmiechem na uśmiech, ale jeśli potrzebujemy ich pomocy, można na nich liczyć. Zapytacie jak się z nimi porozumieć, skoro język norweski jest dla cudzoziemców mało czytelny?  Otóż zdecydowana większość Norwegów biegle włada językiem angielskim. Mimo tego, warto poznać kilka podstawowych zwrotów dla własnej satysfakcji i ku zadowoleniu miejscowych.

Dzień dobry –  God dag / morn
Dobry wieczór –  God kveld
Do widzenia –  På gjensyn/Ha det bra
Dobranoc –  God natt

Tak  – Ja
Nie – Nei

Przepraszam – Unnskyld
Dziękuję (bardzo) – (Mange) takk
Jestem Polakiem/Polką – Jeg er polsk
Nie rozumiem – Jeg forstår ikke 
Co to jest? – Hva er det?

ZAKUPY

Wybierając się do Norwegii i robiąc tam zakupy nie należy przeliczać cen z koron norweskich(NOK) na polskie złotówki. W większości przypadków ceny będą szokować. I tak jak koszty biletów wstępu wydały nam się przystępne, tak koszty jedzenia czy pamiątek mogą wywołać zawroty głowy. Także pamiętajcie, nie ma sensu przeliczać:) (najszybciej cenę NOK dzielimy mniej więcej na pół i daje nam to koszt w złotówkach)

Istnieją norweskie odpowiedniki naszych dyskontów np. REMA 1000 czy KIWI, gdzie ceny produktów spożywczych są najtańsze. Poniżej przykładowe ceny :

chleb – 50 NOK

piwo mała puszka – 16 NOK

woda 1,5 l – 27 NOK

chipsy – 25 NOK

ser norweski – 160 NOK/kg

Wyjście do restauracji to też nie lada wydatek. Ceny pizzy zaczynają się od 140 NOK, makarony ok. 160 NOK, szklanka soku 39 NOK, piwo 0,4 l 84 NOK. Woda niegazowana jest zdatna do picia prosto z kranu, więc w wielu miejscach można ugasić pragnienie za darmo. W centrum Oslo naszym podniebieniom przypadła do gustu restauracja Mamma Pizza przy Dronningens Gate. Restauracja co prawda włoska, ale biorąc pod uwagę ,że daniem narodowym Norwegów stała się mrożona pizza, to można powiedzieć, że liznęliśmy tego specjału;) Dla zwolenników „sieciówek” ceny w Mc Donald’s kształtują się w granicach 40 – 120 NOK. Ciekawostką jest, że w Norwegii nie doświadczymy sieci KFC.

Została jeszcze kwestia pamiątek. Tutaj rozbieżność cen jest ogromna. Nasze ukochane magnesy, które są pozycją obowiązkową na każdym wyjeździe, kosztują od 40 NOK wzwyż. Uśmiechnięte trolle to koszt od 70 NOK, bluzy, T shirty, czapki z daszkiem, apaszki itp, zaczynają się od 100 NOK, a tradycyjne, norweskie swetry to już koszt rzędu tysięcy norweskich koron.

Flagę Norwegii możemy znaleźć praktycznie wszędzie

Poza cenami, istotną kwestią jest to, że Norwegia jest w dużym stopniu krajem bezgotówkowym. Tutaj nawet za kulkę loda zapłacimy kartą. Warto mieć zatem zamiast gotówki otwarte konto walutowe ( wiele banków oferuje je bezpłatnie ) i płacić bez prowizji kartą. Pamiętajmy też, że Norwegowie nie lubią się targować!

I na koniec istotna kwestia. Robiąc zakupy w norweskich sklepach oznaczonych TAX FREE, możemy ubiegać się o zwrot podatku vat.  Wydając co najmniej 315 NOK (290 NOK za produkty spożywcze) należy poprosić sprzedawcę o pokwitowanie Tax Free Form ,które należy wypełnić (dane osobowe). Przed odprawą bagażową na lotnisku należy udać się do punktu Refund Offices, okazać pokwitowanie, paragony za zakupy i dowód tożsamości. Czasami obsługa sprawdzić może  również zakupione towary, dlatego najlepiej mieć je osobno spakowane. Nie mogą one mieć śladów użytkowania i powinny  być zakupione maksymalnie na 1 miesiąc przed wyjazdem z Norwegii. To nic nie kosztuje, a już po 2 do 5 dniach zwrot pieniędzy ląduje na naszym koncie.

 

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii podroze, Uncategorized | Dodaj komentarz

„Ł” jak Łódź, czyli z wizytą w centralnej Polsce

Co przychodzi Wam na myśl na słowo „Łódź”? Oczywiście tę, pisaną z wielkiego „Ł”?

 

Reksio…? Przemysł włókienniczy…? Ulica Piotrkowska…? Wszystko się zgadza. Miasto Łódź ma jednak trochę więcej do zaoferowania.

 

Do Łodzi zawitaliśmy po raz drugi, nie licząc błyskawicznych przejazdów w drodze np. do stolicy. Pierwszy raz zatrzymaliśmy się tutaj z dziećmi zimą dosłownie na jedno popołudnie, o czym możecie przeczytać we wpisie

 https://maluskiepodroze.pl/?p=288

Wyjeżdżając obiecaliśmy sobie, że wrócimy do Łodzi latem, by przyjrzeć się temu miastu dokładniej. I tak też zrobiliśmy. W sierpniu przypada nasza rocznica ślubu. Rafał wykorzystał tę okazję i zarezerwował hotel na weekend tylko dla nas dwojga.
Zanim wyjechaliśmy zaczerpnęłam przydatnych wiadomości od wspaniałych blogerów z Ready for Boarding, którzy pochodzą właśnie z Łodzi.

Zaczęliśmy od samego początku deptakowej części ulicy Piotrkowskiej. Było ok. godz 11, więc idealny czas na kawę i drugie śniadanie. Za niepozorną bramą, na wysokim ceglanym budynku wielki napis OFF. Nie mylić ze specyfikiem przeciw komarom;) OFF Piotrkowska to ogromna przestrzeń na terenie dawnej fabryki bawełny Franciszka Ramischa, na której mieszczą się liczne puby, restauracje, sklepiki, pracownie projektantów mody, galerie, kluby nocne itp. Wspaniałe miejsce, by odreagować od miejskiego gwaru. Tu życie toczy się od świtu do zmierzchu. Oczywiście kawa w miejscu tak przepełnionym kreatywnością i kulturą smakuje wyjątkowo. Zawitaliśmy tu jeszcze późnym wieczorem, by relaksując się na leżakach słuchać dźwięków muzyki na żywo i leniwie sączyć napój chmielowy;) Atmosfera wspaniała!!!

 

OFF PIOTRKOWSKA nocą

Off Piotrkowska

Spacerując Piotrkowską mijamy liczne knajpki, kafejki, puby, lodziarnie…człowiek nie jest w stanie tu zgłodnieć. Nasze serca w szczególności skradły świeże, gorące pączki o niezliczonych smakach przy Piotrkowskiej 105. Ciacho, że mucha nie siada(za to osy miały pole do popisu)

 

Wzdłuż ulicy, która w całości ma ok 4,2 km w kilku punktach możemy natknąć się na różne figury. Możemy usiąść przy fortepianie z wybitnym pianistą Rubinsteinem, to znowu obserwować pracę lampiarza, zasiąść do stołu w stylu lat dwudziestych z trzema łódzkimi fabrykantami, nazywanymi królami polskiej bawełny ( Izrael Poznański, Karol Scheibler i Henryk Grohman). Idąc dalej natknąć się na ławeczkę, na której odpoczywa Julian Tuwim czy spotkać się oko w oko z Władysławem Reymontem siedzącym na swoim kufrze podróżniczym.

 

Ławeczka Tuwima

Pomnik Lampiarza

Kufer Reymonta

Fortepian Rubinsteina

„Ławeczka Tuwima”, „Fortepian Rubinsteina”, „Kufer Reymonta”, „Twórcy Łodzi Przemysłowej”,„Fotel Jaracza”, „Pomnik Lampiarza” tworzą tzw. Galerię Wielkich Łodzian. Są to rzeźby z brązu w postaci ławeczek, na których turyści mogą wygodnie usiąść obok wyrzeźbionych postaci.

Inną grupę stanowią rzeźby bohaterów bajek. Chodząc po całym mieście można natknąć się na Misia Uszatka, chłopca z bajki „Zaczarowany ołówek”, małego pingwina Pik-Poka, kota Filemona i Bonifacego, Plastusia i innych. Pomniki te tworzą z kolei tak zwana Łódź Bajkową. Nie lada wyzwaniem jest odnalezienie wszystkich bohaterów.

 

Miś Uszatek jako podróżnik z plecakiem i planem miasta

 

Łódź niewątpliwie związana jest z przemysłem filmowym, stąd, również na ul. Piotrkowskiej , narodził się pomysł uczczenia gwiazd filmu i teatru. Aktorzy, reżyserowie i operatorzy mają tu swoją Aleje Gwiazd.

Jeżeli Łódź, to oczywiście murale. Dlaczego oczywiście? Bo te znane już są w całej Europie, a nawet w świecie. W roku 2013 stacja CNN wyemitowała nawet specjalny program poświęcony tym niezwykłym dziełom.

 

 Dzięki nim szare budynki zyskują ciekawą oprawę, czasem poruszają, czasem rozbawią, a na pewno dodają wielu kolorów miastu. Murale tworzą artyści wywodzący się z miasta Łódź, ale również światowej sławy muraliści z Chile, Brazylii czy Belgii. Obecnie jest w Łodzi 38 takich wielkoformatowych murali. Na żywo robią ogromne wrażenie!!!

Kolejny element sztuki miejskiej odnajdujemy w tzw. Pasażu Róży. Przy ul. Piotrkowskiej 3, w niewielkim podwórku po dawnym hotelu mieszczą się kamienice, w których mieszkają ludzie, odbywają się szkolenia , warsztaty itp. Niby tak zwyczajnie, a jednak niezwyczajnie…Wszystkie ściany kamienic oblepione są tysiącami kawałków luster. Jest tu mnóstwo światła, w słoneczny dzień w ścianach odbija się błękit nieba, mrugają promyki słońca…Jest cudownie. Skąd nazwa?Autorka projektu ma córkę o imieniu Róża, która przeszła w swym życiu daleką drogę „od niewidzenia do widzenia”. Projekt te drogę obrazuje. Poza tym przyglądając się maleńkim szkiełkom można dostrzec pąki róż właśnie.

 

Spotkany przy wyjściu z Pasażu Róży łodzianin stwierdził, że skoro odwiedziliśmy już „niebo”, czyli lustrzaną kamienice, to teraz jesteśmy gotowi zobaczyć „piekło”. Co miał na myśli?

Na „piekło” mówi się tutaj na Kanał Dętka, który znajduje się kilka kroków od pasażu. Pod Placem Wolności znajduje się świetnie zachowany kanał z czerwonej cegły, dostępny dla zwiedzających. Jest owalny, ma ponad 142 m. długości i mieści ok. 300 metrów sześciennych wody. Jest wysoki na 187 centymetrów i szeroki na około półtora metra, co sprawia, że spokojnie można nim spacerować. Tym bardziej,że wyglądem przypomina bardziej korytarz zamku czy elegancką piwnicę niż zabrudzony kanał. Wybudowany został w 1926 roku z myślą o płukaniu sieci kanalizacyjnej w centrum miasta.

 

Serce kanału „Dętka”

 

Wracając na powierzchnię warto przystanąć na chwilę na placu głównym, nad „Dętką” i sfotografować się na tle pomnika gen. T. Kościuszki.

Pomnik T. Kościuszki

Bolą nogi??? Nic nie szkodzi. W Łodzi, jak w większości dużych miast na każdym kroku możemy natknąć się na stacje z rowerami miejskimi. Wystarczy ściągnąć aplikację i korzystać bez ograniczeń. Opłaty są naliczane po 20 minutach i są symboliczne, a na 2 kółkach możemy szybciej i dalej dotrzeć w dalsze zakątki miasta.

 

Jedna z licznych stacji rowerowych miasta Łódź

 

Jeżeli Łódź to również łódzka Manufaktura. To tętniące życiem miejsce na mapie Łodzi, jedno z najpopularniejszych miejsc spotkań jej mieszkańców i turystów. Poza licznymi sklepami znajdującymi się na terenie centrum handlowego to również liczne restauracje, galerie, szkoła tańca, ściana wspinaczkowa, malowniczy skwer w otoczeniu fontann. Na terenie obiektu znajduje się również Muzeum Sztuki ms2 czy Muzeum Fabryki. Cały kompleks mieści się na terenach byłych zakładów włókienniczych wzniesionych przez Izraela Poznańskiego, zwanym jednym z „królów bawełny”. Przedsiębiorca ten w niespełna 20 lat stworzył olbrzymie imperium obejmujące wszystkie etapy produkcji tkanin.

 

Brama wejściowa na teren byłej fabryki

Replika bramy, nawiązująca do kwiatów bawełny

O Jego  życiu, działalności, o historii fabryki od momentu powstania można dowiedzieć się wiele podczas niedzielnych , letnich spacerów po terenie Manufaktury oraz odwiedzając wystawę Muzeum Fabryki( wejście w budynku z napisem Cinema City) Pracownicy muzeum przebrani za Izraela Poznańskiego oprowadzają zwiedzających po terenach dawnej fabryki zdradzając liczne fakty z życia jej właściciela, ilustrując etapy powstawania przedsiębiorstwa, zdradzając proces produkcji materiałów z bawełny oraz przybliżając historię Łodzi. We wnętrzach muzeum można z kolei podziwiać archiwalne zdjęcia, dziewiętnastowieczne krosna, obejrzeć filmy dokumentalne o losach ludzi pracujących w fabryce itp. Po obejrzeniu ekspozycji warto pokonać kilka stopni, by znaleźć się na tarasie widokowym. Znajduje się on na dachu dawnej wykończalni fabrycznej i rozpościera się z niego widok na cały teren fabryki, z byłymi mieszkaniami robotników w tle.

 

Przemierzając ulice Łodzi na rowerach dotarliśmy do Księżego Młyna. Tutaj otoczenie wygląda tak, jakby czas zatrzymał się w XIX wieku. To jakby mini miasto w mieście. Teren ten zawdzięcza swoje istnienie drugiemu wielkiemu przedsiębiorcy Łodzi, Karolowi Scheiblerowi. To tutaj wzniósł on swój pierwszy zakład, a później pałac. Był to niegdyś zespół fabryczno-mieszkalny.

 

Rzędy budynków z czerwonej cegły, uliczki wyłożone kocimi łbami, mnóstwo zieleni, co jakiś czas gołębie zataczają kręgi wylatując i wracając do gołębników. Przez środek ulicy przebiega pas zieleni, po którym leniwie spaceruje kot, kawałek dalej stoi pompa z wodą ze studni. Ktoś wiesza pranie między budynkami, kto inny podlewa rabatki, starsza pani kładzie na parapecie poduchę i zajmuje wygodną pozycję, by obserwować otaczający świat. Z uśmiechem odpowiada na moje „dzień dobry” tłumacząc, że to już ostatnie jej chwile w tym mieszkaniu przed przeprowadzką. Urocze miejsce…

 

Wyjeżdżając już z Łodzi wpadliśmy przypadkiem(nie dosłownie;)) na grupę zwiedzających miasto na rowerach. Byli pod eskortą policji, która czuwał nad ich bezpieczeństwem. Musieliśmy na chwilę przystanąć, by poczekać aż odjadą w dalszą drogę. Z megafonu ich przewodniczki dobiegała opowieść o Cmentarzu Żydowskim, do którego się udawali. Po wysłuchaniu ciekawej historii o Żydach mieszkających na terenach Łodzi i o wspomnianym cmentarzu, postanowiliśmy  osobiście odkryć to miejsce. Obok licznych grobów, tablic upamiętniających, znajduje się tutaj ogromny grobowiec Izraela Poznańskiego i Jego rodziny.

Na terenie cmentarza jest również tzw. pole gettowe , miejsce masowych pochówków więźniów getta i wiele innych osobnych mogił z okresu II wojny światowej. Ogółem na tym polu pochowano ponad 45 tys. osób. Mnóstwo zieleni, stare, powalone drzewa, nagrobki porośnięte mchem i wszechogarniająca cisza sprawiają, że miejsce to jest bardzo enigmatyczne.

 

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Now, let’s go…czyli o środkach transportu w Dubaju

Dolecieliśmy szczęśliwie do Dubaju, teraz czas znaleźć dogodny transport, by się po nim poruszać;)

Po pierwsze metro. Linia nie jest zbyt skomplikowana. Czerwona biegnie wzdłuż wybrzeża i w okolicach starego Dubaju łączy się z linią zieloną, bięgnącą przez najstarsze dzielnice masta.

 

Plan metro w Dubaju nie jest skomplikowany

 

Nie trudno jest trafić na stację

 

Do metra prowadzą długie, klimatyzowane korytarze z ruchomymi chodnikami

 

Ciekawostką jest, że metro jest w pełni zautomatyzowane i bezobsługowe. Tory biegną na powierzchni i jadąc mijamy największe atrakcje miasta.

 

Trasa metra

 

 

Bilety można zakupić na każdej stacji w automatach biletowych, kasach lub informacji. Bilet jednorazowy(papierowy) jest koloru czerwonego. Najbardziej opłaca się zakupić bilet jednodniowy na wszystkie strefy, wówczas możemy poruszać się każdym rodzajem komunikacji miejskiem we wszystkich strefach do oporu. Koszt takiego biletu to 20 AED, czyli trochę ponad 20 zł (szału nie ma , prawda;)?) Pozostałe możliwości to wykupienie karty NoL. Do wybory mamy srebrną, której koszt to 25 AED, z czego 20 jest do wykorzystania na przejazdy, a także złotą, ceny przyznam się nie znam;)

 

Automat do zakupu biletów

 

Kasa biletowa metra

 

Informacja, gdzie również zakupimy bilety i karty NoL

 

Bilet jednorazowy, całodniowy

 

Karta srebrna i jednorazowa czerwona

 

Złota karta umożliwia korzystanie z kabiny klasy premium, czyli tzw. Gold Class. Jest to odzielna kabina , ze skórzanymi fotelami, w której zwykle nie ma tłoku .W metrze nie wolno rzuć gumy , spożywać posiłków i napojów. Możemy zostać za to ukarani mandatem w wysokości 100 AED. Ciekawostką są również osobne wejścia i kabiny dla kobiet i dzieci. Na stacjach wejścia do nich oznaczone są różowym kolorem i napisem „Women and children cabin” . Za nieprzestrzeganie tego przez mężczyzn również wypisywany jest mandat (100 AED). Osobiście byliśmy świadkami takich scen ,gdzie odpowiednik naszego „kanara” wypatrzył w tłumie meżczyzn w niedozwolonym wagonie. Ba, ukarał również tych, którzy tylko wsiedli i przeszli przez wagon kobiecy, nie zatrzymując się w nim na czas jazdy. Także panowie, miejscie się na baczności;)

 

Wejście tylko dla posiadaczy złotej karty

 

 

Wejście dla kobiet i dzieci

 

Wnętrze kabiny metra

 

Kolejne przystanki wyświetlane są po arabsku i angielsku na wyświetlaczu oraz ogłaszane przez głośniki, również w 2 językach

 

Końcowe stacje czerwonej linii dubajskiego metra

 

Komunikacja miejska Dubaju, to również autobusy, tramwaje i taksówki wodne. Tramwaj kursuje wokół Dubai Marina. Podróżujemy również z kartą NoL lub biletem jednorazowym. Podobnie w przypadku autobusów. Te w Dubaju są czyste i klimatyzowane. Miejsca z przodu są zarezerwowane dla kobiet. Ciekawostką są też klimatyzowane przystanki , gdzie można uciec na chwilę od upału , podładować telefon, czy przejrzeć bieżącą prasę.

 

Klimatyzowane przystanki na ulicach Dubaju

 

Wielkim minusem autobusów jest to, że rzadko przyjeżdżają na czas wg rozkłądu jazdy. Taksówki wodne to najłątwiejszy sposób poruszania się po Zatoce Dubaju, przemieszczanie się z brzegu na drugi brzeg.

 

Kurs abrą(nazwa łodzi) po Zatoce Dubaju

 

Przyjemny rejs po wodach Zatoki Dubaju. Pół godziny = ok. 50 AED

 

Istotnym elementem Dubajskiej komunikacji są wszechobecne taksówki. To po metrze najpopularniejszy środek transportu. Są to beżowe samochody z napisem na tylnej części auta DUBAI TAXI. Możemy się też natknąć na różowe taksówki, które zarezerwowane są dla kobiet i rodzin z dziećmi. Te prowadzone są przez kobiety.Paliwo w Dubaju nie jest drogie, więc przejazdy, zwłaszcza dla całej rodziny, nie zrujnują nam portfela. Opłata początkowa wynosi 5 AED, a przy zamówieniu telefonicznym i w godzinach szczytu 7.50AED. Nie ma problemu ze złapaniem taksówki z drogi. Opłata za każdy kilometr to koszt ok. 1,50 – 1,75 AED. Jesli chcemy się dostać poza Dubaj lub wybrać się w długą trasę najlepiej cenę ustalić z taksówkarzem z góry. Można się dogadać;) Dubajscy taksówkarze potrafią szaleć na drogach. Jeśli czujemy zagrożenie, nie wahajmy się ich upomnieć. Aha, jeszcze istotna sprawa. Kierowcy nie znają raczej konkretnych adresów, dlatego najlepiej podać jakiś charakterystyczny budynek, atrakcję w pobliżu itp.

 

W oddali autobusy szkolne i taxi w centrum Dubaju

 

Alternatywą do komunikacji miejskiej jest wypożyczenia auta. Wypożyczalni jest mnóstwo, można zarezerwować samochód jeszcze z kraju. Niezbędna jest karta kredytowa, choć w niektórych przypadkach można wpłacić kaucję w wysokości 1000AED i również  wypożyczyć pojazd. Inna sprawa to wypożyczenie luksusowych aut typu Ferrari, Lamborgini, Porshe itp. Tu generalnie możemy zasiąść tylko na fotelu pasażera. Decydując się na wypożyczenie musimy mieć na uwadzę duży ruch, szalonych miejscowych kierowców, problem z zaparkowaniem i dużą ilość radarów. A mandaty są tu dość wysokie. W jednej z rozmów z miejscowym taksówkarzem okazało się, że najniższy mandat za przekroczenie prędkości to ok 700AED.

 

Jakość dróg w Dubaju jest doskonała

 

Auta do wypożyczenia przed naszym hotelem

 

Jeśli nie macie zbyt dużo czasu, albo nie uśmiecha Wam się jeżdżenie metrem,  a chcecie zobaczyć to , co najważniejsze w Dubaju, skorzystajcie z tzw. BIG BUS DUBAI. Kursuje trzema turystycznymi trasami, które można przejechać na jednym bilecie. Wyskakujecie gdzie chcecie coś bliżej obejrzeć i wskakujecie z powrotem i takim sposobem bez większego wysiłku pobieżnie zwiedzacie Dubaj. Nie zdradzę cen, gdyż sami z tego nie korzystaliśmy, ale wszelkie info znajdziecie na stronie https://www.bigbustours.com/en/dubai/dubai-bus-tours/

No to w drogę;)

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Dubaj – jak się tu dostać???

Pierwszym krokiem jaki podejmujemy  planując podróż jest wybór środka transportu i opracowanie trasy. W przypadku Dubaju wybór był prosty: samolot

Z Polski do Zjednoczonych Emiratów Arabskich możemy dostać się bezpośrednio z Warszawy liniami EMIRATES lub z Katowic z WizzAir. Są też loty z przesiadkami np. można wybrać się z Warszawy z przesiadką w Kijowie, Paryżu, Pradze czy Londynie. Dobry pomysł dla tych, którzy wykorzystają międzylądowanie na krótkie zwiedzanie miasta , w którym jest przerwa w podróży.  My podróżujemy z dziećmi, więc zależało nam na połączeniu bezpośrednim. Wybór padł na WizzAir. Z prostych powodów – ekonomia;) Ceny w 2 strony liniami Emirates zaczynają się od 2,4 tysięcy zł. w górę. Tanimi liniami można dostać się do Dubaju i wrócić do domu już za ok .1000 zł. Im wcześniej „zabukujemy” lot, tym oferta bardziej atrakcyjna. Jeśli nie macie sztywno określonego urlopu można zaoszczędzić czasami niezłe pieniądze, gdzyż cena lotu 2 dni wcześniej czy później założonej daty może się różnić nawet o kilkaset złotych. Dodatkowe oszczędności można odnotować przy wyborze bagażu. To od nas zależy czy zmieścimy się w bagaż podręczny 10kg, czy musimy dodać bagaż rejestrowany, co w przypadku tanich linii pociąga dodatkowe koszty.

Lotnisko Katowice Pyrzowice

Wizzair lata z Katowic na Dubaj World Central Airport. To lotnisko docelowo ma się stać największym na świecie i cały czas jest w rozbudowie. W tej chwili przyjmuje turystów głównie tanich linii lotniczych. Lot KAT – DWC trwa 5, 5 godziny, a droga powrotna zajmuje 6,5 godziny(samolot leci pod wiatr, jak określił to pilot) Warunki w samolocie, jak to w tanich liniach, ale źle nie jest;)Największy minus – brak rozkładanych foteli, odczuwalny zwłaszcza w drodze powrotnej, gdyż powrót jest późnym wieczorem i niejednemu oczy się kleją.

Lotnisko Katowice Pyrzowice

 

Na pokładzie samolotu lini WizzAir

 

 

Wybierając się do Dubaju trzeba pamiętać o kilku zasadach:

  • niezbędny jest ważny paszport,
  • pamietajcie o ubezpieczeniu zdrowotnym,
  • najlepiej zabrać ze sobą dolary amerykańskie i wymienic na lokalną walutę już w Dubaju(najlepiej nowe dolary, gdyż kraje arabskie czasem nie wymieniają już starszych banknotów),
  • nie wolno wwozić  towarów pochodzenia izraelskiego, posiadających izraelskie logotypy lub znaki firmowe,
  • uwaga na leki; najlepiej spojrzeć na listę tych zakazanych, gdyż niektóre leki dostępne u nas bez przepisu lekarza w ZEA są wręcz zabronione(np. pseudoefedryna, drotaweryna(no-spa), kodeina), leki psychotropowe i silnie działające można zabrać w ilości potrzebnej na czas wyjazdu i potwierdzone oryginalną receptą od lekarza,
  • gry hazardowe są również zakazane,
  • noże, fajerwerki, broń, amunicja – oczywiście NIE!
  • materiałów zawierających treści obsceniczne i godzących w obyczajowość muzułmańską oraz nagrań zawierających treści sprzeczne z obyczajowością lub nakazami islamu też nie zabieramy dla własnego spokoju

 

Cała odprawa na miejscu przebiega bardzo sprawnie. Od polskiej różni się dodatkowo tym, że przy kontroli paszportowej dorosłym skanuje się oczy. Poza tym jest miło i serdecznie. Ani się nie obejrzymy i juz jesteśmy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

 

Lotnisko Dubai World Central

 

 

Centrum Dubaju jest oddalone od lotniska o ok. 35 km. Można się tam dostać taxi(postój taksówek jest bezpośrednio przy lotnisku) lub zamówić na stronie WizzAir transfer lotniskowy. My wybraliśmy drugą opcje. Na lotnisku czekał na nas pan z tabliczką z naszym nazwiskiem i nie musieliśmy ani czekać , ani się martwić jak dotrzemy do hotelu. Transport od drzwi do drzwi;)Jeśli chodzi o taxi na lotnisku wybierajcie te z napisem Dubai Taxi na tylnych drzwiach. Jeśli jesteście kobietami macie do wyboru jeszcze różowe taksówki. Prowadzą je kobiety i są przeznaczone tylko dla kobiet i rodzin z dziećmi.

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Welcome to Dubai

„Ludzka wyobraźnia to jedyne ograniczenie w Dubaju” –  takie stwierdzenie często można usłyszeć od mieszkańców tego miasta.

Do niedawna była to mała osada rybacka otoczona zewsząd piaskami pustyni. Obecnie to kosmopolityczne centrum światowego handlu i finansów, mieszanka kultur, religii, połączenie historii  z nowoczesnością, gdzie zabytkowe budowle wkomponowują się w drapacze chmur i reklam świetlnych światowych firm. Po zakończeniu realizacji jednego projektu w głowach bogatych szejków rodzą się kolejne, niejednokrotnie szalone pomysły.

 

Stary Dubaj z wieżowcem Rolex w tle

Dubaj, czyli wszystko NAJ…Najwyższe budowle, najdroższe hotele, największe fontanny widziane z kosmosu, największe centra handlowe, najbardziej luksusowe, najbogatsze, najbardziej szalone. Stok narciarski w 50 stopniowym upale? Bezobsługowe metro? Klimatyzowane przystanki autobusowe? Tutaj wszystko jest możliwe…

 

 

Dubajskie fontanny

Burj Khalifa

Widok z trasy metra

 

Dubaj (arab. دبي, Dubayy) to stolica jednego z siedmiu emiratów o tej samej nazwie, które tworzą Zjednoczone Emiraty Arabskie. Leży na Półwyspie Arabskim  nad Zatoką Perską. Językiem urzędowym jest arabski, ale praktycznie wszędzie i z każdym świetnie można dogadać się w języku angielskim. Nawet jeśli jest to angielski w stylu ”Kali jeść, Kali pić”, zwłaszcza w przypadku taksówkarzy, czy mieszkańców Starego Dubaju;)

 

Do Emiratów najlepiej wybrać się w miesiącach zimowych, tj. od listopada do marca. Wówczas temperatura waha się między 20 a 30 stopni Celsjusza w dzień i 15 do 20 stopni w nocy. Jest to najlepszy czas na zwiedzanie i jakiekolwiek aktywności poza klimatyzowanymi budynkami hoteli czy centrów handlowych. W tym okresie można się też spodziewać przelotnych opadów deszczu, wyładowań atmosferycznych, czy też burz piaskowych.

Tuż przed naszym wylotem do Dubaju Narodowe Centrum Meteorologii ZEA wydało komunikat z ostrzeżeniem przed niekorzystnymi warunkami pogodowymi. Wyglądało to prawie tak, jakby nadciągał armagedon. W rzeczywistości, poza kilkoma niegroźnymi chmurkami, nic groźnego się nie przydarzyło. Co więcej, pogoda była wspaniała. Temperatura ok. 27 stopni, pełne słońce. Idealnie jak na środek zimy;) Okazało się, że takie komunikaty ,w kraju gdzie zwykle panuje upalna pogoda, są wydawane trochę na wyrost. Mieszkańcy nie są po prostu nauczeni jazdy w trakcie deszczu, jest mnóstwo wypadków. To co w naszym kraju jest „chlebem powszednim”, czyli wiatr, burza czy deszcz, w Emiratach może być sytuacją zagrażającą życiu.

Ostrzeżenie meteorologiczne

Metropolia Dubaj liczy dwa miliony mieszkańców, z czego  zaledwie 16% to obywatele ZEA(osoba, której rodzice są obywatelami Emiratów).Nawet małżeństwo z obywatelem ZEA nie daje prawa do paszportu. Dubaj to miasto wielokulturowe. Najliczniejszą grupę stanowią Hindusi, Pakistańczycy, Filipińczycy, a także obywatele Tajlandii czy Indonezji. Polaków, wg szacunków Ambasady Polskiej w Abu Zabi, jest ok 2 tysięcy w całych Emiratach.

 

Religią dominującą jest tutaj Islam, ale licznie reprezentowani są też hindusi, chrześcijanie czy buddyści. Uwaga, wybierając się na wakacje, dobrze jest sprawdzić czy nie trafimy na okres ramadanu. Turyści są również  zobowiązani, pod groźba kary finansowej, do przestrzegania jego zasad. Tak jak w hotelach dostaniemy normalnie posiłki, tak już poza nimi możemy mieć trudności z zakupem jedzenia czy picia. Sklepy z żywnością, restauracje są bowiem zamknięte od rana do zachodu słońca. Spożywanie publiczne potraw lub picie wody uważa się w trakcie ramadanu za bardzo obraźliwe!!!

Niech nie zdziwi Was częste(5 razy dziennie) nawoływanie do modlitwy z minaretów. Można je też usłyszeć w centrach handlowych, gdyż również tam są wyznaczone specjalne pomieszczenia do modlitwy(osobne dla kobiet, osobne dla mężczyzn)

 

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Za górami, za lasami…czyli z wizytą w baśniowym Zamku Neuschweinstein

                 Za górami, za lasami, w cudownej krainie i baśniowym zamku , mieszkał przed laty król Ludwik II . Czy to bajka czy nie bajka???

 

             Zamek Neuschwanstein, bo o nim tutaj mowa, mieści się w południowej Bawarii, nieopodal granicy Niemiec z Austrią. Jest wizytówką kraju, a rocznie przekracza jego progi ponad milion turystów z całego świata.

Zanim „sprzedam” wam garść przydatnych informacji dotyczących zwiedzania i poruszania się po terenach przylegających do zamku, słów kilka o jego historii.

             Zamek Neuschwanstein (czyli w tłumaczeniu nowy kamienny łabędź lub nowy kamień łabędzi) wznosi się na szczycie skalistego wzgórza położonego nad rzeką Pöllat. Wybór miejsca na budowlę nie był przypadkowy. Ludwik II, na życzenie którego zamek został postawiony , spędzał tam dzieciństwo i był zakochany w walorach przyrodniczych tejże okolicy. Sam władca był marzycielem, nazywanym
Bajkowym Królem, jednak najbardziej przylgnął do niego przydomek Szalony. Fascynował się bohaterami legend i sag oraz średniowiecznymi władcami. Wyjątkowo mocno utożsamiał się z Lohengrinem, legendarnym Rycerzem Łabędzia z mitologii germańskiej. To dlatego motyw łabędzia pojawia się w zamku tak często. Życie Bajkowego Króla było naznaczone pasmem niepowodzeń osobistych i politycznych, dlatego w pewnym momencie usunął się do swojego świata baśni, do swojej
bezpiecznej przystani, czyli zamku Neuschwanstein (nazwa obecna została nadana obiektowi dopiero po śmierci władcy). Ludwik II finansował budowę zamku ze swoich oszczędności i królewskiego uposażenia. Zastrzegł sobie, że nie wolno w nim było przebywać osobom postronnym, a w razie jego śmierci zamek miał zostać zburzony. Niestety, śmierć przyszła szybko i nie było dane królowi długo cieszyć się swoim bajkowym żywotem . Najpierw odsunięto go od tronu, wydając opinie o jego
niepoczytalności, a cztery dni po tym wydarzeniu, znaleziono ciało Ludwika II nad rzeką Starnberg. Na szczęście dla nas, nie spełniono woli króla i nie wyburzono zamku po śmierci władcy. Dzięki temu możemy choć na chwilę poczuć się jak w bajce, krocząc po korytarzach i komnatach zabytku, podczas jego zwiedzania.

1. Jak dotrzeć?

Jeśli podróżujemy komunikacją publiczną, najlepiej udać się do Füssen, gdzie mieści się dworzec kolejowy. Do oddalonego o 4 km. Hohenschwangau dotrzemy stamtąd w 10min autobusem lub spacerem wzdłuż głównej drogi(ok. godziny)

Jadąc samochodem ustawmy w nawigacji Hohenschwangau Alpseestraße 24.

Pod tym adresem znajduje się główny parking (P4) Zamku Neuschwanstein, w bliskim sąsiedztwie kas biletowych.
Parking jest płatny( ok. 7 Euro)

2. Jak kupić bilety?

Opowieści o walkach o bilety na Zamek Neuschwanstein to nie legendy. Tak wygląda tutaj rzeczywistość. Łapcie kilka niezbędnych informacji:

Najlepszym rozwiązaniem jest rezerwacja godziny zwiedzania ONLINE na stronie
https://www.hohenschwangau.de/1392.0.html

Koszt rezerwacji 2,5 Euro od osoby.

Możemy tego dokonać do dwóch dni (do godziny 15:00) przed dniem wizyty.
Na miejscu z taką rezerwacją udajemy się do kas, najpóźniej do 90 minut przed wybraną godziną wejścia. Kasy mieszczą się przy Alpseestraße 12.

I tutaj, uwaga!!!

W centrum biletowym są dwie kolejki: jedna do zakupu biletów bez rezerwacji, druga po odbiór i zakup biletów z zarezerwowaną godziną zwiedzania. Obydwie potrafią osiągać niemałe rozmiary, dlatego polecam udać się tam do godz. 12:00. My postawiliśmy na zwiedzanie przed południem z wcześniejszą rezerwacją i odbieraliśmy bilety praktycznie z marszu.

Bez rezerwacji godziny zwiedzania, bilety w kasie możemy zakupić jedynie w dniu wizyty.

Jest to możliwe tylko w kasach przy parkingach, przy zamku na szczycie nie ma już takiej możliwości!!!

Kolejna ważna uwaga: kupując bilet rezerwujemy wejście na konkretną godzinę i nie możemy jej przegapić!!!

Bilety dla dzieci i młodzieży do 18 roku życia są bezpłatne. Dorośli muszą zapłacić 13 Euro, co obejmuje wstęp do zamku i audioprzewodnik w ojczystym języku.

Jesteśmy w gronie szczęśliwców, mamy bilety w ręku i co dalej?

3. Jak dostać się do zamku???

Najprostszym i najtańszym sposobem jest dotarcie na szczyt pieszo. Trasa nie jest bardzo wymagająca, asfaltowa, bez stromych podejść, więc każdy powinien sobie poradzić. Spacer taki może zając ok 20 – 30 min.

 

Drugim sposobem jest kurs autobusem, którego przystanek mieści się między centrum kas, a parkingiem (P4).

 

Autobus kursujący do zamku

Można kupić bilet na górę, na dół lub w obie strony. Koszt tej przyjemności to:

Dorośli:
Na górę: € 2,50
W dół: € 1,50
W obie strony: € 3,00

Dzieci:
0 – 6 lat: gratis
7 – 12 lat:
Na górę: € 1,00
W dół: € 0,50
W obie strony: € 1,50
(płatne tylko gotówką u kierowcy autobusu)

Autobus podjeżdża pod most Marienbrücke, a stamtąd czeka nas jeszcze krótki spacer wśród drzew do samego zamku.

Wspomniany most, to znany i oblegany punkt widokowy, z którego rozpościera się nieziemski widok na Zamek Neuschwanstein i całą okolicę. Tutaj, przy wejściu na most zwykle tworzy się długi ogonek , ale dla cudownych widoków warto poczekać, a nawet doświadczyć tłoku i ścisku na samym moście. Z resztą zobaczcie sami.

 

Widok na zamek z mostu Marienbrücke

 

Most Marienbrücke

 

Widok z mostu Marienbrücke

4. Jak zwiedzać?

Wstęp na dziedziniec zamku jest otwarty i bezpłatny dla wszystkich. Na tymże dziedzińcu są bramki wejściowe, nad którymi wyświetlane są godziny zwiedzania. Należy tego pilnować.

 

Tablice informacyjne

Zwiedzanie odbywa się tylko w obecności przewodnika i trwa ok 30 min. Grupy zwiedzających ruszają co 5 minut. Najpierw trzeba dostać się na najwyższe, czwarte piętro, po czym systematycznie przemieszczać się w dół. Przewodnik jest aktywny na 4 i 3 poziomie. Ppodziwiać tu można mi.in Salę Tronową, Salę Śpiewaków, sypialnię królewską, pomieszczenia służby. Na piętrze drugim możemy już
spacerować samodzielnie. Tutaj znajduje się sklep z pamiątkami, kawiarnia oraz sala projekcyjna.
Polecam również zajrzeć na drugim piętrze na taras, z którego rozpościera się piękny widok na okolicę.

 

Na końcu czeka nas jeszcze niespodzianka. Na pierwszym piętrze możemy na własne oczy zobaczyć historyczną kuchnię z całym jej wyposażeniem.

Kuchnia zamku na pierwszym piętrze

Co jeszcze istotne, podczas zwiedzania nie wolno filmować, ani fotografować. Wnieść można ze sobą jedynie niewielkich rozmiarów torby czy plecaki. Większe bagaże należy zostawić w płatnych schowkach.

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Oslo – nasze TOP 10, czyli miejsca, które koniecznie trzeba zobaczyć w stolicy Norwegii

Oslo jest największym miastem Norwegii i jej stolicą. Położone między malowniczym Oslofjorden, a górami, idealnie łączy bliskość przyrody z infrastukturą miasta. Zwiedzanie metropolii jest bardzo łatwe i przyjemne. Najbardziej charakterystyczne miejsca są położone blisko siebie, zatem można je śmiało podziwiać podczas spaceru. Jest tu mnóstwo tras spacerowych, alei, parków i takie piesze wędrówki  są nielada pzyjemnością.

To co? Ruszamy???

  1. Twierdza  Akershus 

Średniowieczny zamek zbudowany w celu ochrony Oslo. Niekdyś wykorzystywany był również jako pałac królewski i więzienie. Nazwa pochodzi od połączenia słów Aker (okolica, w której zamek powstał) oraz hús (forteca, zamek). Atrakcja ta jest dostępna dla zwiedzających codziennie od 6.00 do 21.00 zupełnie za darmo. Dodatkowo na terenie ruin można zwiedzić Muzeum Sił Zbrojnych Norwegii oraz Norweskie Muzeum Oporu. Na zamku znajduje się też mauzoleum norweskiej rodziny królewskiej. Służbę wartowniczą w twierdzy pełni Gwardia Królewska. Ze szczytu wzgórza, na którym stoi twierdza rozpościera się cudowny widok na Oslofjorden , Ratusz oraz część portową miasta. Warto tam zatrzymać się na dłuższą przerwę. My byliśmy zachwyceni!

Twierdza Akershus widziana z morza

Teren twierdzy Akershus

Warta Gwardii Królewskiej

Mury twierdzy Akershus

 

2. Pałac Królewski

Spacerując główną ulicą miasta, Karl Johans Gate, kierujemy się w stronę siedziby króla Nowegii, Haralda V. Po drodze mijamy m.in. siedzibę Parlamentu oraz budynek Teatru Narodowego. Chwilę póżniej naszym oczom ukazuje się wzniesienie z pokaźnym gmachem. To Pałac Królewski. Warto wybrać się tutaj na godz. 13.30, gdyż włąśnie o tej porze na placu przed pałacem można być świadkiem uroczystej zmiany warty w wykonaniu Gwardii Królewskiej. Pałac otoczony jest pięknym parkiem z mnóstwem ławeczek czy placem zabaw. Ale uwaga! Jest to jedyny park w Oslo, w którym nie wolno urządzać pikników i opalać się. W pozostałych parkach takie rzeczy są tutaj na porządku dziennym. Kierując się w stronę miasta możemy podziwiać jego panoramę. To charakteystyczny widok, który często widzieliśmy w przewodnikach turystycznych. Już wiemy dlaczego. Robi wrażenie!

Budynek Parlamentu w Oslo

Teatr Narodowy

Pałac Królewski

Zmiana warty przed Pałacem Królewskim

Pomnik księżniczki Marty w parku wokół Pałacu Królewskiego

Widok na Karl Johans Gate

 

3) Opera w Oslo

W miejscu zetknięcia się w Oslo morza z lądem, w 2008 roku powstał futurystyczny gmach opery. Budynek tak naprawdę wynurza się z fiordu niczym gigantyczna kra lodowa. Deptak, po którym tłumy turystów wspinają się na szczyt opery, prowadzi od morza, po sam dach. I nie byłabym sobą, gdybym i w tym miejscu nie wspomniała o krajobrazie, jaki roztacza się z samej góry. Słońce odbijające się w szklanych ścianach budynku dostarcza dodatkowych efektów wizualnych. W pobliżu Opery w wodach Oslofjorden widnieje 12-metrowa rzeźba ze stali i szkła pod nazwą  „She Lies”. Autorką jest Monica Bonvicini. Wnętrze opery jest otwarte dla zwiedzających, obowiązują opłaty.My byliśmy w tym miejscu 2 godziny przed otwaciem, więc nie czekaliśmy na przewodnika.

Na dachu opery w Oslo

Opera widziana z pokładu statku

Rzeźba „She lies”

4) Ratusz w Oslo

Według mieszkańców Oslo to najbrzydszy budynek w mieście. Dodatkowo żartują sobie, że pzypomina złączone ze sobą 3 kawałki koziego sera. Dla turystów to jednak jedna z najbadziej charakterystycznych budowli. Obecnie jest to siedziba władz miasta. Wewnątrz  znajduje się rónież galeria sztuki. Ponadto, co roku, 10 grudnia, w gmachu Ratusza ma miejsce ceremonia wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla. Gmach usytuowany jest na samym brzegu fiordu, co nie jest przypadkowe. Dzięki temu był i jest do tej pory  doskonale widoczny dla statków wpływających do portu. Wnętrze Ratusza jest dostępne dla turystów w godzianch urzędowania władz i jest zupełnie bezpłatne. Na uwagę zasługuje tu dziedziniec z posągami symbolizującymi postacie z norweskiej mitologii oraz mozaiki w holu głównym.

Ratusz widziany z twiedzy Akershus

Hol główny Ratusza

 

5)Centrum Pokojowej Nagrody Nobla

Nieopodal Ratusza mieści się Nobels Fredssenter czyli Centum Pokojowej Nagrody Nobla. Tutaj wstęp  kosztuje odpowiednio:dla dorosłych 120 NOK (ok. 60 zł), dla dzieci do 16 roku życia jest bezpłatny. Centrum mieści się w dawnym budynku dworca kolejowego. Tutaj dowiemy się wszystkiego zarówno na temat fundatora nagrody pokojowej, a także o jej laureatach. Znajdziemy tu sylwetki m.in Lecha Wałęsy, Jasera Arafata, Matki Teresy z Kalkuty czy Barack’a Obamy. Wystawa ciekawa, pzedstawiona w sposób multimedialny z wykorzystaniem najnowszych technologii.

Front Nobels Fredssenter

Polak wśród nagrodzonych

Multimedialne prezentacje

6) Katedra w Oslo , Oslo Domkirke

Katedra luterańska jest głównym budynkiem sakralnym w Oslo.  To także świątynia rodziny kólewskiej. Odbywają się w niej wszystkie ważne uroczystości m.in. śluby, koronacje itp. Mieści się ona w najbliższym sąsiedztwie głównej ulicy Oslo, Karl Johans Gate. Wzrok przykuwają pięknie rzeźbione drzwi z brązu, masywna wieża, a wewnątrz malowidła ścienne, witraże Vigelanda(nie Gustava),  czy organy w stylu neobarokowym.

Oslo Domkirke w całej okazałości

Neobarokowe organy

Fragment rzeźbionych drzwi katedry w Oslo

 

7) Park Vigelanda

To absolutne „must see”. Niech nie zmyli Was nr 7 na liście, który jest zupełnie pzypadkowy. Do tej pory starałam się przybliżyć miejsca oddalone od siebie w niewielkich odległościach, będące w zasięgu nóg każdego podróżnika. Pak Viegelanda jest usytuowany natomiast nieco poza ścisłym centrum i najlepiej dostać się tutaj komunikacją miejską czy rowerem. To niezwykły i nieco dziwny świat. I może właśnie ta niezwykłość przyciąga co roku prawie miloin turystów z całego świata, pragnących zobaczyć ponad 200 rzeźb z kamienia i brązu, a na nich ponad 600 postaci nagich ludzi w różnych pozach. Wszystko zaczęło się od fontanny, na którą projektant Gustav Vigeland dostał zlecenie od władz miasta. Stopniowo wokół wody pojawiały się coraz to bardziej wymyślne rzeźby. Głównym punktem, górującym nad parkiem, jest Monolit mający 17,3 m wysokości. Tworzą go rzeźby 121 nagich ciał ludzi w różnym wieku, wśród których znajduje się autoportret artysty. Inną  słynną rzeźbą jest Sinnataggen. To rozzłoszczony, nagi chłopiec, krzyczący  i tupiący nogą. Legenda głosi, że potarcie jego dłoni może przynieść nam szczęście. Znajdziecie go idąc w stronę głównego wyjścia od monolitu, po prawej stronie przy moście.

Park Vigelanda

Monolit w parku Vigelanda

Rzeźba ojca bawiącego się z dziećmi

Monolit

Słynny rozzłoszczony chłopiec

Brama parku, autorstwa Vigelanda

8) Skocznia Holmenkollen

Punkt obowiązkowy nie tylko dla miłośnika skoków narciaskich. Malowniczo położona skocznia ma ponad 100 letnią historię i jest niezwykle ważnym ośrodkiem sportów zimowych w Norwegii jak i na całym świecie. Do skoczni najlepiej dojechać metrem, linią w kierunku Frognerseteren. Ze stacji czeka nas 10 minutowy spacer . Przed wjazdem na szczyt skoczni można doświadczyć w symulatorze jak czuje się skoczek narciarski podczas oddawania skoku czy narciarz jadący 130 km/h. Zabawa przednia.

Polecam również odwiedzić Muzeum Narciarstwa, które mieści się od razu za punktem kas, a przed windą wiozącą śmiałków na szczyt 60 m skoczni. Tutaj prześledzić można historię sportów zimowych, zobaczyć eksponaty z olimpiad zimowych czy  przyjrzeć się wyprawom polarnym Amudsena i Nansena. Teraz można wznieść się na szczyt skoczni, by zobaczyć Oslo z perspektywy skoczków naciarsakich. Widok zapiera dech w piersiach. Z resztą oceńcie sami. Dla odważnych otwarta jest tyrolka, która z ogromną prędkością zabierze śmiałka na sam dół. A koszty? Bilet łączony do muzeum i na wieżę kosztuje odpowiednio:

  • Dorośli 140 NOK
  • Dzieci 70 NOK(6-18 lat)
  • Bilet rodzinny 350 NOK (2 osoby dorosłe + 2 dzieci)

Trybuny skoczni Holmenkollen

Skocznia Holmenkollen, zdjęcie ze szczytu

Symulator narciarski

 

9) Muzeum Fram

Muzem poświęcone najsilniejszemu statkowi świata znajduje się na półwyspie Bygdoy. Można dostać się tutaj z centum Oslo metro lub promem. Fram to drewniany lodołamacz, który służył podczas zdobywania Arktyki i Antarkdydy. I to on jest tutaj najwięksxzą atakcją. Co więcej, można go dotknąć, obejrzeć, ale również zwiedzić jego wnętrze. To niesamowitem uczucie móc zajrzeć pod pokład, do kuchni czy kajut wielkich odkrywców, usłyszeć jak śpiewają, śmieją się, zobaczyć oryginalne i śwetnie zachowane przedmioty używane w ekspedycjach polarnych. Dla dzieci dodatkową atrakcją są liczne gry multimedialne.  Tutaj wstęp jest oczywiście płatny i przedstawia się następująco: bilet dla dorosłych 120 NOK, dzieci 50 NOK, bilet rodzinny 240 NOK.

Muzeum FRAM

Lodołamacz w całej okazałości

Przedmioty codziennego użytku ze statku FRAM

Zapraszamy do kuchni…

Jedna z kajut na statku

 

10) Rejs po Oslofjorden

To nasza pierwsza podróż do Norwegii. A jak wiadomo kraj ten z fiordów słynie. Ograniczyliśmy ten wyjazd do stolicy, ale nie wybaczylibyśmy sobie, gdybyśmy nie zobaczyli choć namiastki piękna norweskich fiordów. Oslofjorden nie należy, co prawda do okazałych fiordów, ale jak to mówią, „lepszy rydz , niż nic”. Możliwości rejsów jest mnóstwo. My zdecydowaliśmy się na 2 godziny na wodzie. Było cudownie! Piękne wyspy, kolorowe domki niczym domki dla lalek, szum fal, wiatr we włosach…niezapomniane wrażenia! Bilety można kupić i zarezerwować jeszcze planując wyjazd za pośrednictwem strony visitacity.com lub na miejscu w Oslo kasach portu. Należy pamiętać jedynie o ograniczonej ilości miejsc na statku w wybranych godzinach. Koszt takiego 2 godzinnego rejsu dla 4 osobowej rodziny to ok. 360 zł.

Załoga zadbała, by zimny wiatr nikogo nie zniechęcił. Każdy dostał ciepły koc:)

Oslofjorden

Oslofjorden

Oslofjorden

Port w Oslo

 

 

Spacerując do głównych atrakcji Oslo wspominanych w przewodnikach, zbaczaliśmy czasem ze szlaku. Tym sposobem trafiliśmy na  najstarszy budynek Oslo, czyli średniowieczny kościół Gamle Aker.

Najstarszy budynek w Oslo

Wnętrze kościoła

 

Podążając wąskimi uliczkami doszliśmy również do znanego czytelnikom Jo Nesbo tajemniczego cmentarza Var Frelsers gravlund, gdzie spoczywa wielu znanych Norwegów, m.in sam Munch.

Cmentarz

Pomnik Edvarda Muncha

Gipsowe głowy Muncha przy jego grobie

 

Poszukując tadycyjnych, norweskich akcentów dotarliśmy do stromej uliczki, na której widniały stare, drewniane, ale jakże kolorowe i bajeczne domy.

 

Norweskie chatki przy Fredensborgveien

Zaszufladkowano do kategorii podroze, Uncategorized | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Odkrywania Wiecznego Miasta ciąg dalszy…czyli drugi dzień w Rzymie

Kolejny dzień w Rzymie rozpoczął się deszczowo. Nie przeszkodziło nam to jednak w zrealizowaniu planu dnia. Z cukru przecież nie jesteśmy;)

Zaparkowaliśmy samochód za Tybrem, tym razem w pobliżu Circo Massimo. Stąd mieliśmy już parę kroczków do naszego pierwszego celu, symbolu potęgi starożytnego Rzymu, czyli Koloseum. Po drodze mijaliśmy ulicznych sprzedawców, którzy są gotowi na każdą sytuację. Tym razem wciskali turystom pelerynki p/deszczowe i kolorowe parasole. Między nimi kręcili się niby starożytni Rzymianie, z którymi można było sobie zrobić fotkę, oczywiście za opłatą.

Po przebrnięciu przez „kolorowe towarzystwo” w oddali ukazała nam się ona, największa antyczna budowla na świecie, KOLOSEUM.

Koloseum i Łuk Konstantyna na pierwszym planie

Zanim jednak dotarliśmy do niej, przechodziliśmy obok Łuku Konstantyna. Jest to brama upamiętniająca zwycięstwo Konstantyna nad Maksencjuszem. Warto przy niej przystanąć, by przyjrzeć się bogatym zdobieniom.

Łuk Konstantyna

Czas na symbol Rzymu. Amfiteatr Flawiuszów, bo tak właściwie powinno się nazywać Koloseum, był pierwotnie areną gladiatorów. Został zbudowany na planie elipsy i ma 527 m obwodu, 57 m wysokości i 188 m długości. Do wnętrza areny prowadziło 80 wejść, co pozwalało na sprawne opuszczanie amfiteatru. Po przeciwnych stronach osi były dwie główne bramy, przez które z jednej strony wprowadzany był niewolnik, a z drugiej gladiator. Pod areną, która teraz jest odkryta, znajdowały się korytarze, przejścia, klatki dla zwierząt itp.

Widok z Koloseum na Łuk Konstantyna

 

Fragmenty murów amfiteatru

 

Widok na odkrytą arenę – Koloseum

 

Podziemia Koloseum – to tu znajdowały się m.in. klatki ze zwierzętami i niewolnicy

 

Fragment kolumny

Skąd nazwa Koloseum?

Bynajmniej nie od rozmiarów budowli. Wzięła się stąd, iż początkowo obok amfiteatru mieścił się 40 metrowy Kolos, ogromny posąg Nerona z brązu.

Co jeszcze z ciekawostek?

Nie ma dowodów na to, iż na terenie Koloseum odbywały egzekucje chrześcijan. Było to głównie miejsce walk gladiatorów, to tutaj dokonywano straceń niewolników, urządzano polowania na zwierzęta. Czasami wypełniano dno amfiteatru wodą i urządzano pokazy bitew morskich.

Kilka praktycznych informacji!

Zwiedzanie Koloseum najlepiej rozpocząć od rana, gdyż tłum zwiedzających osiąga swoje apogeum około południa. Trzeba na nie poświęcić dobre półtora godziny, chyba, że wystarczy nam pobieżne „rzucenie okiem” na obiekt.

Bilety najlepiej zakupić na oficjalnej stronie zabytku:

 https://www.coopculture.it/

Koszt wstępu jest następujący:

  • dorośli – 12 €

  • młodzież (18 – 25 lat) – 2 €

  • dzieci do 18 r. ż. – wstęp bezpłatny!

W każdą pierwszą niedzielę miesiąca wstęp jest darmowy dla wszystkich zwiedzających.

Bilety kupione za pośrednictwem internetu są biletami łączonymi umożliwiającymi zwiedzanie zarówno Koloseum jak i Forum Romanum oraz Palatyn. Można z nich korzystać przez kolejne 2 dni od daty pierwszego użycia, z tym, że do każdej atrakcji jest możliwe tylko jednorazowe wejście. Co również istotne, to to, że bilety można wykorzystać zawsze do końca roku kalendarzowego, w którym je zakupiliśmy.

Jeśli wybieramy wstęp tylko dla dorosłych bilety drukujemy samodzielnie w domu i od razu udajemy się do wejścia na teren Koloseum. Jeśli jest to bilet rodzinny, najpierw nasze kroki kierujemy do kas oznaczonych jako te, w których wydawane są wejściówki zakupione online( po lewej stronie od Łuku Konstantyna) Dostajemy bilet dla każdego z członków rodziny i dopiero wtedy udajemy się do wejścia.

W jednym i drugim przypadku oszczędzamy mnóstwo czasu i nerwów. Uwierzcie mi, w momencie kiedy my z biletem elektronicznym wchodziliśmy do Koloseum z marszu, kolejka posiadających bilety zakupione na miejscu w kasie zdawała się nie mieć końca. Nie licząc czasu, który stracili Ci ludzi czekając w kasie, żeby kupić najpierw bilet.

Nie zabierajcie do Koloseum wielkich bagaży. W przeciwnym razie będziecie zmuszeni zostawić je w depozycie. Przed wejściem każdy poddawany jest kontroli bezpieczeństwa.

Bilety mamy, przeszliśmy kontrolę, czas podziwiać to wspaniałe miejsce. Jeśli uruchomimy wyobraźnie usłyszymy okrzyki gradiatorów, oklaski widowni, jęki niewolników, tętent końskich kopyt czy porykiwania dzikich zwierząt…

Niegdyś pewien mędrzec powiedział, że „dopóki istnieje Koloseum, istnieje też Rzym, kiedy upadnie Koloseum, upadnie Rzym, a kiedy upadnie Rzym, upadnie cały świat”.  Patrząc na ilość osób zwiedzających dzień w dzień to szczególne miejsce, na znaki czasu, widoczne na murach amfiteatru, należy mieć się na baczności;)

Oczarowani niezwykłym miejscem, jakim jest Koloseum, skierowaliśmy swe kroki w stronę Forum Romanum i wzgórza Palatyn.

Tutaj zwiedzanie najlepiej rozpocząć wchodząc przez bramę od strony amfiteatru. Dotarcie do każdego zakątka na tym terenie i podziwianie cudownej panoramy Rzymu wymaga zarezerwowania  od 1,5 do 2 godzin. Spacer w upale może okazać się męczący, gdyż jest to odkryty obiekt i schowanie się w cieniu graniczy z cudem. Proponuję wybrać się tutaj przed południem lub po godzinie 15, gdy słońce nie grzeje już tak intensywnie. Ekonomiczną wersją jest spacer wokół Forum Romanum i podziwianie ruin zza ogrodzenia, z poziomu chodnika niedaleko stacji metra,  ale uwierzcie mi, zobaczycie jedynie cząstkę tego piękna. Warto poświęcić parę groszy i trochę czasu, by zobaczyć Forum Romanum od środka.

Forum Romanum

Forum Romanum

Forum Romanum

Forum Romanum

Miejsce to początkowo było placem targowym. Z czasem jednak zaczęło się tam koncentrować całe życie miasta, przybywało coraz więcej świątyń, pomników itp. W efekcie Forum zyskało funkcję reprezentacyjną. Poza nieziemską panoramą miasta, która roztacza się ze wzgórza Palatyn, znajdziemy tutaj m.in ruiny świątyni Wenus i Romy, świątyni Romulusa, pozostałości Bazyliki Maksencjusza(największa budowla na Forum), portyk Piusa i Faustyny z II w n.e., starożytne posągi, fragmenty kolumn. W centralnej części placu stoi świątynia boskiego Juliusza dedykowana Juliuszowi Cezarowi. To tutaj znajdziemy też Lapis Niger, czyli czarny kamień, wyznaczający miejsce śmierci Romulusa, założyciela Rzymu i pierwszego króla miasta.

Portyk świątyni Piusa i Faustyny

Wzgórze Palatyn, to miejsce, gdzie w jednej z grot wilczyca wykarmiła Romulusa i Remusa, braci, którzy później stali się założycielami Wiecznego Miasta. To malowniczy park, z dużą ilością zieleni i pozostałościami wspaniałych budowli. Zobaczymy tu m.in ruiny domu Romulusa, Museo Palatino z wystawą poświęconą dziejom wzgórza. Jest to doskonałe miejsce na złapanie oddechu, przed kolejnymi wyzwaniami.

Ogrody wzgórza Palatyn

Teraz czas uzbroić się w cierpliwość, bo czeka nas czekanie w dłuuuugiej kolejce. Dochodzimy do placu Piazza della Bocca della Verita. Kto oglądał film „Rzymskie wakacje” z pewnością domyśla się, o czym będzie tutaj mowa.

Przy niepozornym placu stoi kościółek Santa Maria in Cosmedin. Przed nim sznur ludzi, czekających, by dostać się do środka. Tym razem jednak nie sam kościół jest głównym celem dla większości, a znane właśnie m.in. z wspomnianego wcześniej filmu Bocca della Verita, czyli Usta Prawdy, które znajdują się w przedsionku świątyni. Legenda głosi, że gdy włoży w te usta rękę kłamca, to one zamykają się odcinając mu dłoń. Zaryzykowalibyście???;) My wyszliśmy z kompletem kończyn;)

Bocca della Verita – Usta Prawdy

Czy warto czekać ok. godziny w kolejce? Jeżeli chcecie mieć pamiątkowe zdjęcie, poddać kogoś testowi na prawdomówność czy zobaczyć wnętrze kościoła renesansowego, oczywiście warto. Jeśli chcecie tylko zobaczyć z bliska Usta Prawdy, wystarczy, że wpadniecie po zamknięciu(czynne do 17:50) i zerkniecie przez kraty osłaniające teren.

Tego dnia udaliśmy się jeszcze w stronę Piazza del Campidoglio, na którym, po pokonaniu stromych schodów mogliśmy podziwiać posąg cesarza Marka Aureliusza, projektu Michała Anioła. Rzeźba przedstawia władcę wjeżdżającego na koniu do miasta po zakończeniu wyprawy wojennej.

Piazza del Campidoglio

Pomnik Marka Aureliusza

Za pomnikiem mieści się siedziba rzymskiego magistratu, przy boku której znajdziemy kolumnę z wilczycą karmiącą Romulusa i Remusa. Jest to jednak kopia, gdyż oryginał kolumny znajduje się w Pałacu Konserwatorów.

Dzień zakończyliśmy ponownym spacerem w kierunku Fontanny di Trevi. Tym razem „gwiazda” Rzymu ukazała się nam w wieczorowej kreacji. Wyglądała jeszcze bardziej magicznie i romantycznie.

Dzień przywitał nas deszczem, ale już po godzinie słońce zaczęło do nas mrugać zza chmur. I tak już zostało do końca dnia. Wieczór spędziliśmy w okolicach starego miasta łapiąc ile się da z włoskiego klimatu, zapachów, smaków i obrazów.

Poznajecie tego pana?;)

Castel Sant’Angelo nocą

Czując niedosyt i już pewną tęsknotę będąc jeszcze cały czas w stolicy Włoch obiecaliśmy sobie, że wrócimy jeszcze do tego urokliwego kraju.

A więc, Arrivedrci:)

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Odkrywamy Wieczne Miasto, czyli spacer ulicami Rzymu – dzień pierwszy

Rzym przywitał nas wspaniałą pogodą. Mieliśmy dwa pełne dni, by zobaczyć to, co z tym miastem kojarzy nam się najbardziej. Ruszyliśmy wcześnie rano. Auto, wg. wskazówek Włochów, u których się zatrzymaliśmy, zaparkowaliśmy za rzeką Tybr, na Lungotovere dei Vallati. Wzdłuż ulicy przez wiele kilometrów ciągną się miejsca na parkingu miejskim. Godzina postoju kosztuje tutaj  1,20 Euro , minimalna stawka 20 eurocentów. Miejsca oznaczone są kolorem niebieskim. Co kilkaset metrów są miejsca oznaczone białymi liniami. To miejsca bezpłatne. Przy odrobinie szczęścia można znaleźć i tutaj wolne miejsce. Nie parkujmy gdzie popadnie. Rzym jest jednym, wielkim parkingiem. Miejscowi kierowcy zostawiają samochody wszędzie, gdzie znajdą kawałek wolnej przestrzeni, nawet na skwerach czy chodnikach. Jednak w myśl powiedzenia, „co wolno wojewodzie…” nie idźmy za ich przykładem. Może nas to słono kosztować.

Przekraczając Tybr można dotrzeć do najważniejszych zabytków Rzymu pieszo. Większość jest położona blisko siebie, a spacerując można dodatkowo odkryć miejsca, których nie planowaliśmy zobaczyć wcześniej, podziwiać klimatyczne, włoskie uliczki, odkryć urokliwe knajpeczki.

Już po wyjściu z samochodu naszym oczom ukazuje się Wyspa Tybrowa. W jej centralnym punkcie widnieje kościół św. Bartłomieja, który został wzniesiony na ruinach starożytnej świątyni Eskulapa. Brzegi tej wyspy połączone są z lądem kamiennymi mostami. Jeden z nich, pochodzący z I w.n.e. , most Fabrycjusza (Ponte Fabrizio), przetrwał do dziś.

Wyspa Tybrowa

 

Wyspa Tybrowa, widok z innej strony

Kierujemy  się teraz w stronę Piazza Venezia, czyli Placu Weneckiego. Po drodze mijamy ruiny  Largo di Torre Argentina.

Largo di Torre Argentina

Z daleka ukazuje się naszym oczom monumentalna budowla i włoskie flagi. To Vittoriano, zwane również Ołtarzem Ojczyzny. Najważniejszym elementem jest tutaj ogromny posąg konny Wiktora Emanuela II . W tej marmurowej budowli mieści się muzeum historyczne oraz grób Nieznanego Żołnierza. Przy odrobinie szczęście można być świadkiem zminy warty honorowej. Całość robi ogromne wrażenie.

Vittoriano

 

Zmiana warty honorowej

 

Vittoriano

 

Następnym punktem na naszym planie jest słynna Fontanna di Trevi. Zanim jednak do niej dotrzemy, po drodze robimy sobie chwilę przerwy w okolicach Forum Trajana, a dokładnie przy Kolumnie Trajana. Forum pochodzi z II w .n.e. W centralnym jego punkcie stoi wspomniana kolumna, która mierzy 40 m wysokości. Opleciona jest 200 metrową wstęgą z pięknymi płaskorzeźbami. Obecnie na szczycie kolumny widnieje jednak figura św. Piotra, gdyż posąg Trajana zaginął w średniowieczu.

Forum Trajana

 

Kolumna Trajana

Dochodzimy wreszcie do wspomnianej wcześniej Fontanny di Trevi. Tłum i gwar wokół niej jest ogromny. Trzeba cierpliwości, by dostać się bliżej samej fontanny, a warto, gdyż wówczas pamiątkowe zdjęcia mamy prawie solo, a nie z rzeszą innych turystów;)

I nie ma tutaj znaczenia ani pora dnia, ani pora roku. To miejsce przyciąga ludzi z całego świata przez okrągły rok. Do pewnego czasu uważano, że wrzucenie monety do fontanny gwarantowało, że wrócimy w to miejsce ponownie. Obecnie może to gwarantować z pewnością mandat;) Związki chemiczne zawarte w pieniądzach działają niszcząco na kamień, z którego wyrzeźbione są posągi. Zabronione jest również wchodzenie do wody fontanny.

Woda dociera do tutaj z odległości 20 km starożytnym akweduktem. Przedstawia Neptuna w otoczeniu morskich bóstw.

Fontana di Trevi

 

Po nacieszeniu oczu i zrobieniu kilku pamiątkowych fotek udajemy się w dalszą podróż. Przemierzając wąskie, charakterystyczne włoskie uliczki, docieramy do miejsca, którego będąc w Rzymie przeoczyć nie można, po prostu nie wypada. Mowa tu o Schodach Hiszpańskich.

 

Schody Hiszpańskie

Znajdują się one na Piazza di Spagna, czyli Placu Hiszpańskim. Nazwa wzięła się z bliskiego sąsiedztwa Ambasady Hiszpańskiej. Wspinając się po 138 stopniach można dojść do kościoła położonego na wzgórzu. To kościół Św. Trójcy, wzniesiony w XVI wieku.

Kościół na szczycie Schodów Hiszpańskich

U ich stóp z kolei stoi fontanna Barcaccia (łódeczka) z XVII w., która jest dziełem Pietro Berniniego i pamiątką po powodzi, która miała miejsce w 1598 r.Wówczas wody Tybru wyrzuciły w tym miejscu łódkę rybacką.

 

W tle fontanna Łódeczka

Schody są tłumnie oblegane przez turystów o każdej porze roku. Odbywaję się tutaj pokazy mody światowych projektantów. Wyglądają przecudnie oblane morzem kwiatów. My również zrobiliśmy sobie tutaj przerwę. Warto przysiąść na chwilę i obserwować z góry jak tętni życiem centrum Rzymu.

 

Wokół Piazza di Spagna  można znaleźć najbardziej ekskluzywne butiki znanych projektantów . Jest to idealna baza wypadowa, by zostawić trochę gotówki w Rzymie.Vis a vis Schodów Hiszpańskich biegnie Via Condotti, słynna handlowa ulica, przy której znajdują się butiki największych włoskich domów mody jak Dior, Gucci, Valentino czy Armani.

 

Wszędobylskie skutery

Poznajecie tego pana;)???

Docieramy do Piazza Navona. Zanim jednak odkryjemy jego uroki czas coś przekąsić i nabrać sił;) Miejsc gdzie można zjeść coś dobrego w Rzymie jest mnóstwo. Od małych budek, przez sklepiki z kanapkami ,do wykwintnych restauracji. Często można natknąć się na zestawy specjalne gdzie np. za 13 Euro można zjeść bruschettę z pomidorami, danie główne(makarony, pizza itp.), sałatkę i wypić dowolny napój. Generalnie koszt zjedzenia posiłku dla 4 osobowej rodziny plasuje się średnio w kwocie 50 Euro. W sąsiedztwie Piazza Navona trafiliśmy na knajpkę w stylu lat 60, „ANNI 60”. Bardzo miły klimat, dekoracje i zdjęcia Rzymu z lat 60, do tego włoska muzyka z tamtych czasów i bardzo miła obsługa. Aaa, jedzenie…;))Warte polecenia. Świeże, gorące, pachnące;) Nam bardzo smakowało!

A co na Piazza Navona? Niegdyś mieścił się tutaj starożytny stadion cesarza Domicjana, stąd owalny kształt placu. Potem stadion został pokryty brukiem i był tutaj największy targ w mieście. Obecnie tylko w północnej części placu zachowały sie fragmenty ówczesnego stadionu. Po środku, wzdłuż placu stoją dziś trzy fontanny, z których największa to Fontanna Czterech Rzek. Zdobią ją cztery figury, reprezentujące Nil, Ganges, Dunaj i Rio de la Plata.

Fontanna Czterech Rzek

Pozostałe fontanny to Fontana del Moro oraz Fontana del Nettuno.

Piazza Navona, fontanna i kościół Sant’Agnese in Agone w tle

 

Fontanna Neptuna na Piaza Navona

Na placu na naszą uwagę zasługuje również Kościół  Sant’Agnese in Agone. Ta barokowa budowla została wzniesiona w celu upamiętnienia męczeńskiej śmierci św. Agnieszki. Dziewczynka o tym imieniu odrzuciła zaloty pewnego wysoko postawionego Rzymianina i za karę została publicznie obnażona. Stał się jednak cud i natychmiast urosły jej włosy. Mogła pod nimi ukryć swoją nagość. Nie uniknęła jednak tragicznego losu. Została ścięta w czasie prześladowań chrześcijan w Rzymie. W kościele przy Piazza Navona przechowywana jest czaszka św. Agnieszki.

Z Piazza Navona mamy już tylko kilka przecznic do kolejnego ważnego punktu na planie wiecznego miasta. Mowa tu o Panteonie.

To starożytna świątynia dedykowana wszystkim bogom. W pierwotnej wersji przetrwała sto lat, po czym w 121 w.n.e. postawiono na jej miejsce nowy, istniejący po dziś dzień gmach. Przeniesiono tutaj kości wielu męczenników i odtąd świątynia nosiła nazwę kościoła Matki Boskiej od Męczenników.

Panteon ma średnicę 44 m. , a kopuła wznosi się nad posadzką na tyle samo metrów wysokości. Ściany mają aż  6 metrów szerokości. Budowla jest pozbawiona okien, a jedynym miejscem, przez które wpada światło jest okrągły otwór w sklepieniu o średnicy 9 m, zwany okulusem. W bardzo ciekawy sposób oświetla każdy kawałek wnętrza świątyni.

Panteon

 

Otwór w sklepieniu Panteonu

Kiedy pada deszcz posadzki są jedynie mokre, ale nie zatrzymuje się tam woda. Zapewniają to specjalne otwory w podłodze, które odprowadzają wodę.

Otwory odpływowe w posadzce Panteonu

Ważnym akcentem dla polskiego turysty jest kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, umieszczona w głównym ołtarzu.

Ołtarz Matki Boskiej Częstochowskiej w Panteonie

 

Udając się już wieczorem w stronę zaparkowanego samochodu, zaliczając po drodze oczywiście kolejną, już nie zliczę którą, porcję włoskich Gelato, przechodzimy obok Wielkiej Synagogi. To największa synagoga w stolicy Włoch. Została wybudowana na początku XX wieku i do dziś pełni funkcje spotkań modlitewnych społeczności żydowskiej. Oprócz tego mieści się tutaj  biuro Naczelnego Rabina Rzymu oraz Muzeum Żydowskie.

Mniaaaam;)

 

Wielka Synagoga w Rzymie

Poglądowa trasa ze wspomnianymi w tekście miejscami

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Watykan – czyli piękny początek i koniec naszej podróży

Rzym przywitał nas blaskiem gwiazd i odgłosem świerszczy. Dotarliśmy do małego, rodzinnego apartamentowca, gdzie właściciele przywitali nas jak rodzinę. W tym miejscu nie liczył sie tak komfort, spokój, pyszne śniadania z bogactwami z przydomowego ogrodu, jak właśnie przemili i ciepli właściciele.W zasadzie byliśmy tak zmęczeni podróżą i upałem w trakcie zwiedzania Werony tego dnia, że od razu udaliśmy się do łóżek. Zwłaszcza, że następnego dnia musieliśmy wstać na tyle wcześnie, by zdążyć na Plac Św. Piotra w Watykanie na 12:00.

Jeszcze planując wyjazd do Włoch zarezerwowaliśmy miejsce na parkingu w bliskim sąsiedztwie Watykanu. Co prawda , przy odrobinie szczęścia można znaleźć miejsca na parkigu miejskim, które w niedziele są bezpłatne, ale graniczy to z cudem, a nie chcieliśmy ryzykować. Ojciec Święty nie przełoży spotkania w swoim oknie z wiernymi tylko dlatego,ze ktoś się spóźni;)Wybraliśmy Parking Prati przy Piazza dell ‚Unita, który znajduje się ok 10 minut spacerkiem od Placu Św. Piotra. Koszt pozostawienia auta na cały dzień wynosił 32€. Co nas zdziwiło, to to, że właściciele parkingu kazali zostawiać klucze w samochodzie. Pierwszy raz natknęliśmy się na coś takiego. Pozwalało im to na udostępnienie większej ilości miejsc niż było w planie parkingu. Przestawiali auta w miarę konieczności jak w układance.

Tego dnia upał był niemiłosierny. Udaliśmy się w stronę Placu Św. Piotra ok godz. 10:00. Najpierw musieliśmy przejść kontrolę na granicach Rzymu i Watykanu. Potem ustawiliśmy się w ogonku do dokładnej kontroli już przy wejściu na plac. Bramek z policją jest mnóstwo, także tylko na pierwszy rzut oka wydaje się, że czas oczekiwania jest dość długi. Kontrola przypomina tę na lotnisku. Dwie godziny przed południem, kiedy to Papież ukazuje się zebranym w słynnym oknie, plac był już w dużej mierze zapełniony. Najwięcej tłumów było rzecz jasna w cieniu oraz w miejscach, gdzie można być w miarę blisko Ojca Świętego. Tak naprawdę widać Go z każdego miejsca, są też telebimy, a nawet stojąc blisko, np. przy fontannie osoba Papieża jest widoczna tylko jako mały punkt. Nawet jeśli zjawimy się na placu kilka minut przed 12:00 bez problemu znajdziemy miejsce, z którego zobaczymy na własne oczy Ojca Świętego.

PLAC ŚW. PIOTRA

 

O 12:00 w drugim oknie od prawej strony pojawia się ON – Papież Franciszek. Wita się z wiernymi ciepłym Buongiorno🙂 To co do tej pory znamy z telewizji, możemy teraz doświadczać na własne oczy i uszy. Modlitwa i powitania z pozdrowieniami trwają ok 10-15 minut. Wokół rozbrzmiewają okrzyki wychwalające Papieża, pozdrowienia, oklaski ludzi z całego świata. Atmosfera jest niesamowita.

OKNO PAPIESKIE

Po błogosławieństwie papieskim tłum zaczyna się rozchodzić. Jedni opuszczają Watykan, inni udają się do Muzeum Watykańskiego, jeszcze inni, by zobaczyć bazylikę Św. Piotra.

My wybraliśmy to trzecie właśnie. Powiem szczerze, że obawiałam się tego, iż wszyscy pójdą tym torem i wnętrze bazyliki będzie przypominało targowisko pełne ludzi, pomijając już ogromną kolejkę żeby się do tego wnętrza dostać. Było zupełnie inaczej.

Owszem, nie byliśmy osamotnieni, ale w zasadzie do samej bazyliki weszliśmy „z marszu”. W pierwszych drzwiach jest wejście do informacji turystycznej i toalet. W tym punkcie można pobrać audio przewodniki lub wykupić za 5 € kod do aplikacji POP GUIDE. W środku bazyliki jest darmowe WIFI. Ściągamy aplikacje ze sklepu internetowego, wprowadzamy kod i mamy dostęp do przewodnika w języku polskim, który krok po kroku opowiada nam jak się poruszać po bazylice i opisuje poszczególne miejsca.

Bazylika Św. Piotra jest największym kościołem na świecie. Robi niesamowite wrażenie. Wejście do niej znajduje się tuż za drzwiami prowadzącymi na kopułę bazyliki, o czym za chwilę. Do obowiązkowych miejsc, przy których należy się zatrzymać na dłużej należą m.in. słynna Pieta Michała Anioła, sarkofag z ciałem Św. Jana Pawła II. Tutaj zwykle ustawia się kolejka. Zabronione jest robienie zdjęć po przekroczeniu bramki. Poza nią nie ma takiego zakazu. Chodzi o uszanowanie modlących się.

PIETA MICHAŁA ANIOŁA

 

SARKOFAG Z CIAŁEM ŚW. JANA PAWŁA II

W centralnym punkcie świątyni widnieje figura i grób św. Piotra nakryty 28 m baldachimem z brązu. Poza tym znajdziemy tu mnóstwo wspaniałych rzeźb, obrazów, mozaik, nagrobków ważnych osobistości. Naszą uwagę przykuły również Porta Sancta, czyli Święte Wrota. To drzwi, które otwierane są tylko z okazji Roku Jubileuszowego. Poza tym są na stałe zamknięte, a ściana za nimi jest zamurowana. Ścianę tę można zobaczyć kierując się w stronę wspomnianej Piety Michała Anioła, a front drzwi w przedsionku bazyliki, kierując się do wejścia na kopułę.

GRÓB ŚW. PIOTRA

FRAGMENT ZAMUROWANYCH DRZWI PORTA SANCTA

CIAŁO INNOCENTEGO XI

Tutaj straciliśmy najwięcej czasu. Kolejka najpierw do kasy biletowej, a potem automatycznie do wejścia zdawała się nie mieć końca. Wystaliśmy w niej cierpliwie( co nabiera znaczenia mając na myśli niespełna 9 i 12 latka:)) dobrą godzinę. Są dwie opcje zakupu biletów. Wejście po schodach kosztuje 8 €, natomiast za skorzystanie z windy zapłacimy 10 €. Winda dojeżdża natomiast jedynie do pewnego momentu, od którego mamy do szczytu jeszcze ponad 300 schodów do pokonania. Im wspinamy się wyżej, tym przestrzeń między ścianami staje się mniejsza, bardziej pochyła, na kształt kopuły.

Wisienką na torcie są strome, kręte schody, na których na finiszu zamiast poręczy musimy skorzystać z liny:) Kiedy dotarliśmy na sam szczyt zrozumiałam, dlaczego zabronione było tu wejście dla osób z chorobami układu krążenia. Tak czy inaczej, warto było. Z góry rozpościerał się cudowny widok na Ogrody Watykańskie, na panoramę Placu Św. Piotra i Rzymu.

WIDOK NA BALDACHIM Z BRĄZU Z GÓRY

WIDOK NA OGRODY WATYKAŃSKIE

PLAC ŚW. PIOTRA W CAŁEJ OKAZAŁOŚCI

OGRODY WATYKAŃSKIE

WIDOK Z KOPUŁY

Odpuściliśmy sobie Muzeum Watykańskie czy Groty i Skarbiec. Gdybyśmy byli sami, bez dzieci, z pewnością byłyby one na naszej liście. Podróżując z dziećmi, staraliśmy się pokazać im to, co w tych miejscach najważniejsze i interesujące, by wspominali Watykan z przyjemnością, a nie z nudnym , męczącym, nic nie wnoszącym na ich etapie zwiedzaniem.

ŚW. PIOTR

BAZYLIKA ŚW. PIOTRA

 Z Watykanu udaliśmy się spacerkiem w kierunku Zamku Św. Anioła, malowniczo położonego nad rzeką Tybr. Został on wzniesiony w II w n.e. przez cesarza Hadriana i obecnie jest mauzoleum z grobowcem jego i jego rodziny. Do wnętrz zamku nie zawitaliśmy. Podziwialiśmy jego piękno odpoczywając po całodziennym zwiedzaniu siedząc na brzegu Tybru.

RUINY MOSTU ŁĄCZĄCEGO WATYKAN Z ZAMKIEM

 

RZEKA TYBR Z ZAMKIEM ŚW. ANIOŁA W TLE

ZAMEK ŚW. ANIOŁA

Skoro jesteśmy przy Watykanie, pozwólcie, że opowiem Wam jeszcze jedno wydarzenia. Dla ludzi wierzących możliwość spotkania z Ojcem Świętym jest czymś wyjątkowym. Jest to możliwe w każdą niedzielę, podczas modlitwy Anioł Pański o godz. 12:00, o czym pisałam wcześniej. Drugim dniem spotkania z wiernymi jest środa. Wówczas papież wychodzi do ludzi podczas audiencji generalnej.

Na audiencje może dostać się każdy. Należy najpierw zdobyć wejściówki, które zamawia się faksem lub listownie, a formularze są dostępne na oficjalnej stronie Watykanu. Po potwierdzeniu, dzień przed audiencją należy na Placu Św. Piotra udać się do Spiżowej Bramy. Tam, stojącym na straży gwardzistom, należy przekazać, że chcemy odebrać wejściówki. Pamiętajmy, że wejściówki są BEZPŁATNE.

Inną drogą, dla nas Polaków, jest kontakt z duszpasterstwem Polaków w Rzymie. Wszystkie informacje podane są na stronie https://duszpasterstwopolakowwrzymie.com/ Tutaj właśnie załatwiałam nasze wejściówki. Stosunkowo wcześnie nawiązałam kontakt mailowy z tamtejszym księdzem. Zależało mi bardzo, by być jak najbliżej Ojca Świętego, głównie ze względu na nasze dzieci. Takie miejsca gwarantuje jedynie wejściówka do sektora specjalnego. Okazało się, że tylko określone wydarzenia, jak np. ślub, czy święcenia kapłańskie upoważniają do otrzymania takiego biletu. Ponadto przysługuje on znanym osobistością, rządzącym różnych krajów. Do żadnej z tych grup się nie zaliczaliśmy. Ksiądz z duszpasterstwa dał nam jednak nadzieję, że zdarza się czasem tak, że ktoś, komu należy się miejsce w sektorze specjalnym z różnych przyczyn nie dociera do Rzymu. Wówczas mogą przekazać to w inne ręce.

Według wskazówek księdza z duszpasterstwa udaliśmy się w poniedziałkowy wieczór do biura parafialnego w celu odbioru wejściówek. Nawet jeżeli nie uda nam się dostać tych do sektora specjalnego, plus jest taki, że nie musimy stać po ich odbiór w Watykanie. Tego wieczoru nie udało nam się. Dostaliśmy czerwone wejściówki, czyli te „normalne”. Pozostał jeszcze cień nadziei, bo mieliśmy pojawić się raz jeszcze dnia kolejnego. Wszyscy, poza mną sceptycznie podchodzili do tego. Byli pewni, że nie ma szans na zdobycie biletów do sektora specjalnego. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie sprawdziła tego osobiście. Musiałam pojechać do duszpasterstwa raz jeszcze, żeby mieć pewność, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy. W najgorszym wypadku usłyszę, NIE, ale nie będę snuła domysłów, co by było gdyby…I wiecie co??? Opłacało się!!! Dostaliśmy 4 wejściówki do sektora specjalnego! Dwie pary nowożeńców odwołały swój przyjazd, a my mogliśmy skakać z radości;)

WEJŚCIÓWKI DO SEKTORA SPECJALNEGO

Złote karty umożliwiły nam przejście bez kolejek(pomijając te przy bramkach bezpieczeństwa przy wejściu) wprost pod tron papieski. Zajęliśmy miejsce tuż za zaproszonymi gośćmi, głowami różnych państw. To niemożliwe, jak blisko udało nam się przedostać.Byliśmy w czwartym rzędzie od miejsca, gdzie zasiadał Ojciec Święty. Mieliśmy go jak na dłoni.

TRON PAPIESKI

Audiencja zaczyna się o godz. 10:00, ale zwykle Papież wyjeżdża do wiernych chwilę przed. Tym razem pokazał się naszym oczom o 9:40. Najpierw przejechał między sektorami na placu, przywitał wybrane osoby, po czym udał się na swój tron. Tam skierował do zebranych swoje słowa, które później zostały po kolei przetłumaczone na wszystkie główne języki świata, w tym język polski.

Najbardziej zapadł nam w pamięci moment, kiedy nasza córka wstała z miejsca i pomachała do Ojca Świętego. Ten spojrzał w jej stronę i serdecznie się uśmiechając odmachał z pozdrowieniem. Kilka chwil później, powtórzył to w jej kierunku.

 

Jestem pewna, że to wydarzenie na długo pozostanie w jej i naszej pamięci.

 

Jak to skwitował mój mąż: ” Gdzie diabeł nie może, tam Kasię pośle…” Jak widać upór dał tym razem wspaniały rezultat!!!

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, czyli nasza podróż do wiecznego miasta cz.I

Ta galeria zawiera 23 zdjęcia.

Powiedziało się A, trzeba było powiedzieć B, a potem resztę alfabetu, czyli zrobić szczegółowy plan wypadu do Włoch. Wiedzieliśmy, że chcemy zahaczyć po  drodze o Weronę i Pizę. Było to istotne w dobieraniu środka transportu. Gdybyśmy zdecydowali się na samolot … Czytaj dalej

Więcej galerii | 1 komentarz

Parki rozrywki cz. III – Disneyland Paris

Świat magii, zaczarowanych wróżek, latających słoni, gadających autek, w którym na bajkowych uliczkach spotkać można królewnę Śnieżkę, niezdarnego psa Pluto, wiecznie młodego Piotrusia Pana czy wszystkim na świecie znaną myszkę o imieniu Miki…

Moi kochani, witajcie w świecie Walta Disney’a – Disneyland Paris

Zamek Królewny Śnieżki

To czwarty otwarty na świecie park rozrywki tego twórcy. Znajduje się 30 km od stolicy Francji w miejscowości Marne-la-Vallee.

Wiele biur podróży oferuje zorganizowane wyjazdy do samego parku lub łączone, ze zwiedzaniem Paryża. Dolatując do stolicy z samego lotniska ORLY czy CDG bez problemu można dotrzeć do celu bezpośrednimi autobusami czy koleją podmiejską. My zaplanowaliśmy pobyt w świecie Disney’a przy okazji samochodowej podróży na północ Francji.

Zatrzymaliśmy się w hotelu sieci Kyriad Marne – la- Valle Torcy. Położenie było bardzo dogodne. Dojazd do Disneylandu zajmował nam ok 15 min. autostradą, na którą wjazd znajdował się tuż za rogiem. Dodatkowym atutem była bliskość do kolei podmiejskiej, którą w niedługim czasie można się dostać do serca Paryża, wysiadając np. pod łukiem Tryumfalnym.

Już jeden dzień spędzony w EuroDisneyland Paris jest nielada frajdą. Jednak ze względu na ilość atrakcji jakie przed nami otwiera warto pomyśleć o co najmniej 2-dniowym pobycie. Tym bardziej, że park składa się z dwóch odrębnych światów.

Bilety można nabyć w dzień wizyty. Kolejki do kas są jednak przerażające. Ceny też dużo wyższe. Dla tych, którzy wcześniej zakupili bilety są odrębne wejścia i tu ruch odbywa się na bieżąco, w najgorszych momentach trzeba poczekać na swoją kolej do 5 min. My zakupiliśmy bilety za pomocą portalu parkmania.pl. Często można upolować okazyjne pakiety. Na chwilę obecną , przykładowo, 1 dzień – 2 parki to koszt ok 300zł. , 2 dni,2 parki – ok. 580zł. Bilety są imienne, ale możliwość ich wykorzystania jest datowana na 6 miesięcy od daty zakupu. Taki zakup jest niezwykle wygodny.Wybieramy opcję, robimy przelew i bilet mometalnie ląduje w naszej skrzynce mailowej do samodzielnego wydruku. Na miejscu, przy wejściu do parku wszystko działa jak należy;)

Dojeżdżając do Disneyland Paris samochodem zostawiamy go na olbrzymim parkingu . Im wcześniej dotrzemy na miejsce, tym bliżej wejścia uda nam się zaparkować i zaoszczędzimy tak parę minut, jak i siłę w nogach, która będzie nam danego dnia niezwykle potrzebna, by dotrzeć w najdalsze zakątki parku. Do głównej bramy prowadzą nas długie ruchome chodniki, zewsząd rozbrzmiewa znana muzyka z „kreskówek”, otaczają nas kolorowe postacie i od samego początku udziela się magiczny nastrój. Docieramy do głównej bramy gdzie czeka nas kontrola plecaków i nas samych, a wszystko dla bezpieczeństwa wszystkich gości. Tłumy przewijające się przez Disneyland są ogromne, bez względu na porę roku, więc sami rozumiecie.

Wjazd na parking i teren parku

Disneyland Paris składa się z 2 odrębnych parków: Disneyland Park i Walt Disney Studios Park. Oddalone są one od siebie o kilkaset metrów. Ten pierwszy, otwarty jest zwykle od 10:00 do 22:00 , drugi tylko do 19:00( latem godziny otwarcia są wydłużone). Przed przyjazdem można sprawdzić na oficjalnej stronie parku, które z atrakcji są w danym czasie nieczynne, ale ta informacja i tak nie zatrzyma nas przed dobrą zabawą. W danym dniu można dowolną ilość razy wchodzić i wychodzić z parku, należy jednak zachować bilet i przyjąć od obsługi pieczątkę na rękę. W poruszaniu się po parku pomocne są mapki dostępne w kilku językach.

Atrakcji mamy ponad 50:) Czy dużo czasu stracimy w kolejkach?Kolejki są, jedne krótsze ok 1o min., drugie dłuższe, gdzie stracimy nawet 60min i więcej. Przy każdej atrakcji są wyświetlacze , na którym podaje się rzeczywisty czas oczekiwania na daną zabawę. Dlatego jeden dzień na cały Disneyland to zdecydowanie za mało. Mamy też ciekawe rozwiązanie, by trochę zyskać na czasie, a mianowicie tzw. FastPass. Jest to możliwe w przypadku najbardziej obleganych atrakcji i polega na tym, że w specjalnym automacie pobieramy bilecik, który określa nam półgodzinny przedział czasowy, w którym jeśli sie pojawimy, unikniemy kolejki i wejdzimy poza kolejnością z małą grupą. W tym czasie możemy już korzystać z innych atrakcji. Minus tego rozwiązania jest taki, że bilecik można wziąć tylko na jedną atrakcje w danym czasie. Dopiero po 2 godzinach można „zarezerwować” sobie kolejne miejsce w innym „ogonku”.

Za nim dojdziemy do szalonej zabawy, słów kilka o jeszcze istotnych wg mnie sprawach.

Jedzenie – park posiada mnóstwo restauracji i małych budek z przekąskami. Serwowane są tam głównie fast foody, ale można znaleźć też „domowy obiadek”;) Trzeba sie liczyć , że czekając na posiłek stracimy dobre 60 min jakże cennego czasu.Nie ma problemu z wniesieniem swoich ulubionych przekąsek, co jest istotne zwłaszcza przy małych dzieciach. Jeśli mowa o jedzeniu, super sprawą jest rezerwacja kolacji w restauracji Cafe Mickey. My robiliśmy to jeszcze przed wyjazdem, bo zainteresowanie jest ogromne. Telefonicznie zarezerwowaliśmy miejsca na daną godzinę i tak faktycznie było. O wyznaczonym czasie czekał na nas wolny stolik. Podczas kolacji towarzyszyły nam główne, najbardziej znane postacie Disney’a, które tańczyły, dosiadały się do kolacji, zaczepiały nas przy stole. Dzieci(my również) były przeszczęśliwe. Mieć wszystkich na wyciągnięcie ręki…Super wspomnienia!!!

 

 

Istotna sprawa! Sklepy z piątkami to istny zawrót głowy i mało kto się oprze różnym cudom, mniejszym i większym. Zwłaszcza kiedy wybieramy się z milusińskimi i zewsząd pełno „ochów” i „achów”, a ich zachwyt miesza się z magicznym zaklęciem: „Mamo, Tato…proszę, kup!!!”Zapas finansowy wskazany;)Sklepy są zarówno na terenie parku , jak i w części pomiędzy bramą główną a parkingiem. Asortyment, bardzo bogaty, jest identyczny, także nie warto marnować czasu i zaszaleć na zakupach po zamknięciu parku lub przed jego otwarciem.

 

Ograniczenia wiekowe? A co to takiego? Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie. Każda atrakcja jest szczegółowo opisana, tzn. ile lat i jaki wzrost jest wymagany, by zabawa była bezpieczna. Obsługa zwykle tego skrupulatnie przestrzega, mierząc (zwykle dzieci, rzecz jasna) przed wejściem na daną karuzelę.

 

Eurodisneyland to kompleks 2 oddzielnch  parków – mniejszy Walt Disney Studios, który bardziej przypada do gustu starszym gościom oraz park główny Disneyland.

Zacznijmy od parku głównego. Po przekroczeniu bramy wejściowej wchodzimy na główną aleję , gdzie od początku cieszą nasze oczy kolorowe wystawy sklepów, wesołe postacie, z głośników dobiegaja znane z bajek Disney’a piosenki.

Zabawę czas zacząć!!!

Park główny podzielony jest na 5 stref:

1)MAIN STREET U.S.A – główna ulica parku, prowadząca do zamku Królewny Śnieżki. Wystrojem nawiązuje faktycznie do amerykańskiego miasteczka. Tu znajdziemy mapki i przewodniki jak poruszać się po ogromnym terenie. O godz. 18:00 (jeśli są zmiany usłyszymy o tym z głośników w kilku językach) odbywa się tutaj wspaniała parada wszystkich postaci Disney’a. Warto zarezerwować trochę czasu, nawet przyjść w okolice uliczki trochę wcześniej i zająć strategiczne miejsca wzdłuż krawężników. Mamy wtedy pewnosć,że my jak i nasze pociechy zobaczą z bliska, dotkną, przytulą przesympatycznych bohaterów wszystkich znanych nam bajek. Barwnemu korowodowi towarzyszy muzyka i tańce. Całość robi na prawdę ogromne wrażenie i uwierzcie mi, wszyscy wokół mają uśmiech na twarzach i z ciekawością wypatrują kolejnych uczestników parady.

 

Wieczorem natomiast, o 23:00 w okolicach zamku Śnieżki odbywa się zjawiskowy pokaz świateł i sztucznych ogni. Niesamowite widowisko!Warto wytrwać do końca!!!

2)FANTASYLAND czyli świat fantazji. Tutaj w centralnym punkcie stoi zamek Królewny Śnieżki. Która z młodych dam nie marzy o spacerze korytarzami takiego miejsca, by poczuć sie choć przez chwilę po królewsku?Pałac ten sam w sobie jest już atrakcją.

Tutaj też możemy zasiąść w obracających sie na spodkach filiżankach. Prędkość zawrotna, ale śmiechu i zabawy co nie miara;)

Znacie dziewczynę z Krainy czarów?W Disneyland’zie macie niecodzienną mozliwość by pobłądzić trochę w labiryncie jak Alicja, spotykając po drodze postacie i rekwizyty z jej świata.

 

W świecie fantazji jest też miejsce , gdzie zawsze ustawiają się gigantyczne kolejki. To Princess Pavilion, gdzie można stanąć oko w oko z księżniczką. Jedynym minusem jest to, że nigdy wcześniej nie wiadomo, która z księżniczek zaszczyci nas swoją obecnością.Mimo tego, że w naszych szeregach mamy małą wielbicielkę księżniczek, zdecydowaliśmy się na odwiedziny za kulisami w teatrze, gdzie główną rolę gra Myszka Mickey.Tutaj też nie obyło  się bez kolejki, ale czas szybko mijał, gdyż na wielkim ekranie emitowane były kreskówki. Warto było poświęcić czas, gdyż nagrodą było spotkanie, rozmowa i przytulaski w prywatnej garderobie najbardziej znanej myszki na świecie. Błysk radości w oczach dzieci – bezcenny. Z resztą my, stare konie tez mieliśmy nie lada gratkę;)

 

W Fantasyland znajdziemy jeszcze m.in. karuzelę Słonia Dumbo, wyruszymy w zaczarowaną podróż z Piotrusiem Panem czy Pinokio oraz zobaczymy świat w skali mikro z łodzi w It’s a small world.

3)DISCOVERYWORLD to świat odkryć naukowych, techniki i miłośników przestrzeni kosmicznej. W tej krainie na uwagę zasługuje podwodny świat rybki Nemo, Autopia, czyli tor samochodowy, który jest atrakcją głównie dla dzieci (samochody w stylu lat 50 – tych poruszają się po wyznaczonym torze, ale można samodzielnie dodawac gazu i hamować, wokół sygnalizacje świetlne, znaki drogowe, wszystko jak w realu)

Nie lada frajdą jest też udział w ratowaniu świata ze znamym z Toy Story Buzzem Astralem. Zabawa polega na strzelaniu laserowymi pistoletami z wagoników. Niby nic takiego, ale wszyscy wychodzą zadowoleni;)

4)ADVENTURELAND – idealne miejsce dla łowców przygód.Tutaj poznamy tajemnicę Indiana Jones, wpadniemy na kawkę(albo rum, dla pełnoletnich;)) do domku Robinsona Crusoe na potężnym drzewie. Spotkamy Jack’a Sparrow’a przy słynnym statku z „Piratów z Karaibów”, a także popłyniemy z nim w rejs. Atrakcja z piratami zabiera kolejną dobrą godzinę z powodu kolejki, ale przebiega ona w bardzo ciekawej scenerii , więc ta strata jest w jakiś sposób zrekompensowana. To rodzaj wodnej atrakcji, więc jeśli nie chcecie być mokrzy, nie siadajcie po bokach łodzi

5)FRONTIERLAND 

Tutaj numerem jeden jest kolejka górska Big Thunder Mountain. Typowy rollercoaster, duża prędkość, mnóstwo hałasu, niesamowite doznania. Nie korzystajcie po posiłku;)Dużo nagłych zahamowań może spowodować…sami wiecie co;)

Lubicie się bać?Jeśli tak, koniecznie musicie wstąpić do domu strachów Phantom Manor. Klimat iście grobowy, straszna muzyka, super animacje…działa na wyobraźnie. Niektóre dzieciaki wychodziły ze łzami i przerażeniem w oczach. Otoczenie domu utrzymane również w mrocznym stylu. Liczne płyty nagrobkowe, jęki duchów, pajęczyny….Aaaaaaaaaaaa:)

Na główny park poświęciliśmy cały dzień, od świtu do zmroku. Udało nam się skorzystać ze wszystkich atrakcji, niektóre nawet odwiedziliśmy dwukrotnie.

Dzień drugi, to głównie Walt Disney Studio, a także wybrane atrakcje parku głównego i szaleństwo zakupowe;)

 

W Walt Disney Studio najmłodszym spodoba się zapewne Klub Przyjaciół Myszki Mickey, gdzie w scenerii małego teatru postacie z tegoż programu wychodzą do dzieci „jak żywe”.Jest też Kubuś Puchatek, Mali odkrywcy itp.

Tutaj spotkać można również postacie z „Toy Story”, plac z zabawkami w olbrzymich rozmiarach, polecieć ze spadochronem, wsiąść na latający dywan z Alladynem czy poszukać Nemo na rollercoasterze, którego wagony obracają się wokół własnej osi(dla ludzi o mocnych nerwach).Do dziś czuję ścisk w żołądku:)) Jeśli Disney, to nie może zabraknąć ZygZaka McQueena czy poczciwego Złomka. Z bliska są jeszcze bardziej uroczy;)

Dla wcześniej urodzonych polecam Rock ‚n’ Roller Coaster, na którym szalonej jeździe towarzyszą dźwięki utworów Aerosmith czy Tower of Terror, gdzie siedząc w pasach spadamy z ogromna prędkością z wysokości 6 pięter!

W Walt Disney studio również odbywa się parada postaci w ciągu dnia, ale jest ona dużo skromniejsza od tej w głównym parku.

Tutaj na uwage zasługuje jednak pokaz kaskaderski zrealizowany na podstawie filmu Auta 2. Prowadzący zapraszają do uczestnictwa kogoś z widowni. Podobało się nawet ładniejszej części naszej rodziny, więc musiało być interesująco.

To były dwa szalone dni!Nikt nie marudził i nie będzie przesadą jak napiszę, że wszyscy mieli szczęście wymalowane na twarzy. Wizyta w Eurodisneyland Paris była niespodzianką dla naszych dzieci.To był strzał w dziesiątkę. Opuszczając teren parku byliśmy zmęczeni, ale pełni wrażeń i obiecaliśmy sobie, że jeszcze tu wrócimy! To cudowne miejsce na niezapomnianą, rodzinną zabawę! Sprawdźcie sami, a przekonacie się, że mam rację!!!

 

 

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | 1 komentarz

Parki rozrywki – cz. II. LEGOLAND Billund Dania

Któż z nas nie kojarzy białego logo na czerwonym tle, złożonego z 4 liter:  L, E, G, O?

Założę się, że większość z nas miała lub ma choćby najmniejszy zestaw legendarnych, kolorowych klocków , z których można wyczarować nieziemskie budowle…

Dla małych i tych wcześniej urodzonych fanów klocków LEGO idealnym miejscem na zabawę i relaks jest park rozrywki LEGOLAND Billund w Danii.

Jak tu dotrzeć?

Do Billund można dolecieć samolotem bezpośrednio z Warszawy , Gdańska oraz  Poznania liniami WizzAir. Koszt biletu dla jednej osoby wynosi w tej chwili ok. 80 zł. Lotnisko oddalone jest od parku LEGOLAND zaledwie o 1 km, także w najgorszym wypadku drogę do  świątyni zabawy można pokonać nawet pieszo.

Samochodem mamy dwie możliwości: przez Niemcy drogą lądową oraz z Gdyni przeprawa promowa do Karlskrony( ceny najlepiej sprawdzać na bieżąco na stronie Stena Line)

Bilety wstępu

Bilety można kupić nie ruszając się z domu na polskiej stronie www.parkmania.pl. Nie są one datowane i można je wykorzystać w danym sezonie.

Na obecną chwilę ceny kształtują się następująco:  2 dni zabawy w parku dla dorosłych 238 zł, dla dzieci pow. 3 lat – 223,90 zł. Bilet jednodniowy to koszt 177,60 zł dla dorosłych i 153,50 zł dla dzieci. Przed wyprawą do Legolandu zalecam sprawdzić na oficjalnej stronie czy w wybranym dniu park jest otwarty, gdyż nie jest on czynny codziennie.

Ponadto kupując bilet dla dzieci należy ustalić wiek przypadający na dzień wizyty, a nie na dzień zakupu.

Odwiedzając park można do niego wielokrotnie wchodzić i wychodzić. Należy jedynie zatrzymać bilet do ponownego sprawdzenia przy bramkach wejściowych. Należy poprosić obsługę przy wyjściu, by przybiła na ręce pieczątkę, aby móc ponownie wejść do parku.

Inną opcją zakupu biletów jest nabycie ich w dzień wizyty w kasach parku lub na oficjalnej stronie www.legoland.dk  Zakup online jest tym korzystniejszy , im dokonamy go wcześniej.

Często w katalogach LEGO, w sklepach z klockami, lub niekiedy na wybranych płatkach śniadaniowych zdarzają się darmowe bilety  dla dzieci. Warto z nich skorzystać, ale wówczas musimy zakupić pełnopłatny bilet dla osoby dorosłej w kasach parku.

Każdy musi znaleźć najdogodniejszą dla siebie drogę zakupu biletów!

Bilet upoważnia do korzystania z wszystkich atrakcji na terenie parku bez ograniczeń. Dodatkowo płatne jest uzyskanie prawa jazdy w miasteczku z małymi samochodami.

Gdzie szukać noclegów?

Niestety, noclegi w Danii nie należą do najtańszych. Najdroższą opcją, ale też robiącą najlepsze wrażenie, jest zakwaterowanie w hotelach na terenie parku LEGOLAND. Po śniadaniu można bezpośrednio udać się z pokoju wprost do licznych atrakcji .Ceny zaczynają się od 400 zł za osobę, za jedną noc.

Tańszą alternatywą jest znalezienie noclegów w LEGOLAND Holiday Village. Jest to teren w bliskim sąsiedztwie parku rozrywki i oferuje kompletnie urządzone domki campingowe, w których pomieści się cała rodzina. I to za cenę , którą zapłacilibyśmy zaledwie za 1 osobę w hotelu na terenie parku.

W okolicznych miasteczkach i wioskach , niedaleko Billund znajdziemy mnóstwo miejsc noclegowych w apartamentach, pensjonatach i hotelach. Każdemu według gustu i oczekiwań. Proponuję skorzystać z booking.com

Wybierając się do LEGOLAND samochodem nie musimy się martwić, gdzie zostawić nasz pojazd. Na przeciw parku znajduje się ogromny parking.

A co w samym parku???

Duński LEGOLAND to pierwszy i najstarszy na świecie park z klockami LEGO. W roku 2018 będzie obchodził swoje okrągłe, 50 urodziny. Do jego budowy wykorzystano ponad 60 millionów klocków!

Ale LEGOLAND to nie tylko klocki! Cały teren podzielony jest na 8 stref tematycznych. Bawić możemy się na lądzie, unosząc się w powietrzu czy pływając po wodzie. Do dyspozycji są przeróżne karuzele, rollercoastery, łódki, samochodziki…

W samym sercu parku znajduje się tzw. MINILAND. Nasze oko cieszą tutaj mini budowle z całego świata, odtworzone w najmniejszych szczegółach miasta, fabryki, stacje kolejowe itp.

 

 

 

 

 

Tutaj też można odbyć rejs łodzią z klocków, poszaleć na karuzeli Caterpillar, poskakać jak żaby czy odbyć podróż kolejką Monorail i mieć u stóp cały park, podziwiając go z góry.

 

Caterpillar

 

Kolejka Monorail

 

Safari

Spacerując po parku trafimy na krainę piratów, spotkamy przyjaciółki z serii LEGO Friends, dotrzemy na dziki zachód gdzie koniecznie przepłynąć trzeba canoe, by później poczuć falę adrenaliny w „Domu bardzo nawiedzonym”.

 

 

 

Bitwa wodna z piratami

 

 

 

 

Dziki zachód

 

Klockowy pająk

 

Dla najmłodszych odwiedzających niebywałą atrakcją jest DUPLO Land. Małe miasteczko utworzone z klocków Duplo, wyglądające jakby żywcem wyjęte z pudełka. Są tam domki, zjeżdżalnie, mini szpital, mini policja, wszystko mini, ale zapewniające maluchom maksymalną  zabawę.

 

 

Czy są wśród Was rycerze i księżniczki??? Z pewnością tak, zatem dla Was też znajdzie się odpowiednia rozrywka. Knights Kingdom...To tutaj można poskromić smoka w postaci zwariowanej kolejki górskiej, biegnącej przez zamek, czy zjechać z ogromnego wodospadu(uwaga, bardzo mokra atrakcja!!!)

Biegun Północny w Danii? Dlaczego nie? W Polar Land spotkać można  polarne niedźwiedzie (oczywiście zbudowane z LEGO), podnieść adrenalinę na kolejce górskiej(najszybszej w parku), czy podziwiać na żywo pingwiny(tym razem nie z klocków)

 

 

Pingwiny w naturalnym środowisku

 

Za mało przygód?Zapraszam do Adventure Land. Tutaj niesamowite wrażenie robi przejażdżka na poduszkowcu z klocków, podczas której czujemy wiatr we włosach i orzeźwiającą bryzę wody.

 

Tutaj też, niczym Indiana Jones, stawiamy czoło mumiom przemieszczając się w terenowych samochodach i celując do nich. Zostać strażakiem choć na jeden dzień? Tutaj to możliwe. Niezłą zabawę i rywalizację zapewnia konkurs pożarniczy. Grupy złożone np. z członków rodziny rywalizują z kilkoma innymi ekipami  kto pierwszy ugasi fikcyjny pożar na pojazdach z klocków LEGO. Mega zabawa, ale wymagająca kondycji;)

 

 

W sumie LEGOLAND oferuje ponad 50 przeróżnych atrakcji dla małych i dużych.

 

 

Wieża widokowa LEGOTOP

 

Coś dla fanów Star Wars

 

Poza rozrywką sa wyznaczone miejsca do pikników, zadaszone ławy, gdzie można zjeść swój prowiant, różnego rodzaju restauracje i bary z przekąskami. Moim skromnym zdaniem, żeby skorzystać z wszystkich atrakcji i nie biegać do utraty tchu najlepiej wykupić bilet dwudniowy.

 

Generalnie uważam, że powinny być tam tylko bilety ulgowe, gdyż przekraczając bramę parku każdy staje sie dzieckiem.

 

To co? Pobawicie się klockami;)?

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz